
Notatki z końca maja
1.
Skoro robinia pseudoakacja jest gatunkiem inwazyjnym, łagodne fale jej warkoczy nad ulicą są wypowiedzeniem wojny – chciałbym się bawić w metafory i porównania, ale
A. jest poważna. Właśnie ukończyła zielnik na trzydziestu dziewięciu kartach a trzy, tom jak z Biblioteki Ambrozjańskiej: zasuszoną jesień ubiegłego roku, wyjętą spomiędzy kart „Naszego dziennika” (przywiezionych z Pobożna).
2.
Egzaltowany dorasta z każdym rokiem. Salon ajfonów zmienił się we fryzjera bez umówienia. Doburzają ostatnie ostańce lipsków.
Ósmy rok robią te gwiazdy i przewroty. W miejscu Rydygiera była kiedyś ścieżka po wertepach. Dzieci wyrastają z ubrań.
3.
Nie wiem czy czynne. Siedzą w ogródku i patrzą w poranne słońce nad prezydenckim. Widać zebrało im się na sentymenty, a może poranny drink tak nastroił: kiedyś to była inna Łeba, przypomina im się lato.
4.
Mój mąż – zwierza się matka, wycieczkowa opiekunka, sezon grup zorganizowanych i peanów na cześć Mickiewicza w pełni – pływa po całym świecie, ale nigdy nie był w Krakowie.
5.
Na wysłużonej motorynce pan Hindus wiózł żonę (dziewczynę?) Ona miała ten żółty kwadratowy plecak, ten co zwiastuje pizzę albo ciepłe hamburgery z maca, on miał tylko kierownicę, ona ściskała go w pasie. Stali na czerwonym na Babce i wyglądali na szczęśliwych. A to jest przypadkowy fragment miłosny.
6.
Chciałbym na Niemena twoje uda opisać, ale każdy wers tutaj jest egzaltowany.
