księgarnia 34/26

Kadr z filmu „Fitzcarraldo”, reż. Werner Herzog, 1982, źrodło: instagram.com

Werner Herzog, Przyszłość prawdy, tłum. Ewa Mikulska-Frindo, Obroty 2026

Trochę się rozczarowałem. Być może dlatego, że oczekiwałem wirtuozerskiej odpowiedzi, a nie dodatkowych pytań.

Oczywiście porady Wernera Herzoga są użyteczne (choć dość oczywiste): podchodź krytycznie do internetu, nie polegaj wyłącznie na tym, co oferuje, wreszcie – ta mi się najbardziej podoba – spaceruj.

Już na samym początku Herzog sprowadza czytelników na ziemię, właściwie Ziemię, pokazując ułudę podróży międzygwiezdnych. Daje to właściwą perspektywę: bycia na swoim miejscu. Bez sensu gonić za ułudami, skoro jest się tu i teraz. I jeśli myślę o „Przyszłości prawdy”, to ten moment to najważniejsze otrzeźwienie.

W sumie to chyba przez Herzoga nie mogę zasnąć.

Nie przekonuje mnie także jego idea ekstatycznej prawdy, jak ją rozumiem, rodzaju ponadprawdy, którą karmi się widz czy czytelnik po tym jak autor zaingerował w fakty. Jak w każdym wypadku, w którym Autor może więcej, dzwoni mi alarmowy dzwoneczek. Fałszywy cytat, o ile stworzył go Autor, staje się bowiem – w tym rozumieniu – prawdziwy. Fałszywy reportaż (tu przykładem jest „Cesarz” Kapuścińskiego) – o ile Autor uznaje go za niefikcję – nie jest fikcją literacką.

W tym samym czasie, równolegle, rozwija się przeciwna tendencja: do wygumkowywania Autorów, o ile zachowują się niezgodnie z naszym punktem widzenia i moralnością początku XXI wieku, naszą prawdą. Widzę jak dopada teraz Gauguina i jak inkwizytorzy sugerują wycofanie jego obrazów z muzeów. Ekstatycznie traktują, używając pojęć Herzoga, fakty.

Dodaj komentarz