księgarnia 30/26

Dorothea Lange, Pracownik migrujący na kalifornijskiej autostradzie, 1935

Charles Reznikoff, Świadectwo, tłum. Piotr Sommer, PIW 2026

Pisałem już o rytmie Reznikoffa w tłumaczeniu Sommera, że przypomina strofy Kawafisa i – dalibóg – dałby się czytać z melodyjnym metrum.

Ogromne „Testimony”, którego „Świadectwo” jest wyborem, składa się, jak chce autor, z recytatywów: to kolejna muzyczna wskazówka. Cała praca Reznikoffa polegała na przełożeniu we wspomniane recytatywy akt sądowych, co osiągał poprzez kolejne redukcje tekstu (o tym też już pisałem, odwołując się do wyjaśnień tłumacza).

To, co otrzymujemy w efekcie przywodzi na myśl dwa gatunki literackie. Pierwszym jest epos – dziwny, nietypowy, ale jednak epos, historia anonimowych (imiona i nazwiska obecne w aktach zostały przez autora zmienione) postaci przemieniona w ludową historię Stanów Zjednoczonych.

Być może dopiero całość pozwoliłaby odkryć stojącą za „Testimony” historiozofię, bo recytatywy są przede wszystkim świadectwem przemocy obecnej w ludzkich losach, dotykającej słabszych, marginalizowanych, wypchniętych. Ta przemoc częstokroć jest zupełnie bezzasadna, ot taka, banalna. Przypadkowy strzał, kłótnia po pijaku.

Łatwo, czytając codzienne wiadomości, napisać, że Ameryka zbudowana jest na przemocy i tego świadectwem jest właśnie „Świadectwo”. Owszem Reznikoff przemawia w imieniu amerykańskiego społeczeństwa, umieszcza przemoc w tamtym krajobrazie, lecz nie podważa to jej uniwersalnego (naczelnego?) charakteru.

Zastanawiam się więc ile jej nie zapisano w drzewach genealogicznych, które rozrysowuję. Pojedyńcze domniemania: jakieś samobójstwo, dziecko rodzące dziecko, nagłe zniknięcie.

W tych wszystkich moich małych mieścinach, gdzie rodzili się, żenili i umierali, rozwijał się także drugi gatunek, o którym myślę, czytając „Świadectwo”: pieśń dziadowska – fabularyzowana opowieść o zdarzeniach, które poruszały ludzi, których echo niosło się pomiędzy jarmarkami, odpustami i świętami. Recytatywy Reznikoffa, przy całym swoim wyrafinowaniu, do tej scenerii pasują jak znalazł.

Dodaj komentarz