księgarnia 49/23

Else Laske-Schüler (książę tebański Abigail Jusuf Bazyleus), 1912, kol. pryw., źrodło: wikimedia.org
Franz Marc (brat mój przyrodni Ruben, Błękitny Jeździec), Śniący koń, 1913, Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, źródło: wikimedia.org

Else Laske-Schüler, Malik, tłum. Andrzej Kopacki, PIW 2023:

Spośród tysiąca i jednej nocy jest to baśń. A może z „Pieśni nad pieśniami” pieśń? Wydaje się, że cały utwór rodzi się z zachwytu orientem, fascynacją jego barwami, zapachami i ornamentami. Ów zachwyt tak przenika tę poetycką prozę, że wybrzmiewa długo jeszcze po odłożeniu książki, przesiąkając do snów. Trudno potem pisać – tłumaczowi w posłowiu też się to nie udaje – innym, codziennym językiem. W tej orientalnej fascynacji „Malik” przypomina „Króla Rogera”, czy też „Pieśni miłosne Hafiza”: do książęcych Teb pasowałyby palermitańskie dekoracje.

„Malik” budzi wiele interpretacji. Najprościej można go odczytywać historycznie, w kontekście niemieckiego ekspresjonizmu, stawiającego na równi z gotykiem, sztukę Afryki, Orientu, sztukę dziecięcą i naiwną, ufającego doznaniom, a nie twardej empirii. Malarskie credo zapisane w 1913 roku przez Waldena pasuje przecież jak ulał do Laske-Schüler: [artysta, w oryginale: malarz] jest nosicielem wizji, i jest przez te wizje, jego własne objawienia, unoszony (1).

Równocześnie samo nasuwa się określenie „Malika” jako utworu queerowego. Cały jest bowiem niczym innym jak igraniem z rolami płciowymi. Wydany w 1919 roku otwiera epokę, w której orientalne stroje i zmysłowe tańce będą naturalnym elementem berlińskich klubów, takich jak „Eldorado” (któremu netflix poświęcił ostatnio świetny dokument (2)). Posługując się dzisiejszymi kategoriami, można powiedzieć, że książkę Else Laske-Schüler, zaludniają drag kings (na czele z Jusufem, alter ego autorki) i drag queens, a sama powieść jest rodzajem wyrafinowanego kampu.

Wreszcie „Malik” jest opowieścią o straconym pokoleniu, na co naprowadza już sama dedykacja dla Franza Marca. Zapisana w zupełnie innej dykcji niż męska proza Hemingwaya, powieść opisuje ofiarę, jaką w Wielkiej Wojnie – kompletnie niezrozumiałej i dlatego przemienionej w baśń, w mit – ponieśli młodzi poeci i artyści, na czele z umiłowanym bratem przyrodnim, Błękitnym Jeźdźcem. Coś, co zaczyna się jako poetycka zabawa, niewinna wymiana listów z przyjacielem – charyzmatycznym malarzem, w dalszej części przeradza się w zawoalowany pamiętnik wojennej rozpaczy. W co się przemieniła obiecywana w almanachu „Błękitnego Jeźdźca” epoka Wielkiej Duchowości?

Cudownie wydany tom mieści, obok „Malika”, utwór dużo późniejszy, kształtem przypominający „Sklepy cynamonowe”. „Artur Aronimus” to opowieść o ojcu, dziejąca się w żydowskiej rodzinie, w małym westfalskim miasteczku, rozgrywająca się w legendarnym poza-czasie: niby XIX wieku, gdzie równie świeże są płonące stosy czarownic, co prześladowania hiszpańskich marranów. Podobnie jak „Malik” stanowił prolog dla epoki względnej swobody lat dwudziestych, tak „Artur Aronimus” wydany zostaje, gdy nad Niemcy nadciąga cień nazizmu. Prześladowania kobiet i Żydów nigdy nie ustają. Stosy wkrótce zapłoną, najpierw zapełnią je zdegenerowane książki. Dzieła przyjaciół autorki znikną z muzeów (3).

Przypis:

  1. Szerzej o niemieckim ekspresjonizmie, por. tutaj.
  2. „Eldorado: wszystko, czego nienawidzą naziści”, 2023
  3. Dziwnie prorocza w „Arturze Aronimusie” jest postać księdza Bernarda, który za wszelką cenę chce przywiązać do siebie małego chłopca. Dzisiaj łatwiej dostrzegać, że ta relacja ze strony duchownego ma podtekst inny niż tylko religijny.

Dodaj komentarz