Dziennik. Objawy jesieni

Domenico Gnoli, Siedzący mężczyzna (fragm.), 1966, kol. pryw., źródło: instagram.com (relacja z wystawy w Fondazione Prada w Mediolanie)

Ból zęba. Ptasie śpiewy w poczekalni dla zagłuszenia płaczu dzieci. Knebel z niebieskiej gumy, mikroskop lądujący w jamie ustnej. Pani mówiła spokojnie, po czym dodawała: dwadzieścia pięć milimetrów, a on już nie myślał o Polsce, tylko o dwóch i pół centymetrach cienkiego drutu wirujących gdzieś w jego wnętrzu. Więc sukces. Trzy tygodnie bolącego zęba. Aż doktor oddzwania w hotelu w Ba. – Miał pan nietypową anatomię zęba – uspokoiła go a on wziął ibuprom.

Przesłuchanie. Stawił się przed wysoką komisją, już miał zacząć mówić, kiedy jeden z członków doznał zawału. Starcy szurali nerwowo kapciami, błyskało niebieskie światło, pomarańczowi panowie wbiegali po schodach. Gdyby umiał pisać, powstałoby opowiadanie trochę z Kafki, a trochę z Kereta.

Fortepian (dla K.). Trzydzieści jeden jesieni temu mieszkał pod górą z mrugającym na czerwono masztem. Akurat w Polsce najwyższy maszt stał się najdłuższym. Babcia z dziadkiem przesyłali ser salami owinięty młodym jeszcze tygodnikiem „Nie”. Wieczorami można było w szumiącym programie pierwszym słuchać Szopena. Japończyk z koczkiem gra Szopena. Tak gra, że przestaję zmywać.

Hala. Samemu hala nie przynosi ulgi. Ząb boli. Pani nachyla się do pana w kolejce po kukurydzianego kurczaka: nie ma koktajlowych, ani papryki, ani rzodkiewki – kłamie mu, a on w to wszystko wierzy.

Cmentarze. Nad grobem Nałkowskiej stoi jakaś rodzina z dziećmi. – A to Zofia Nałkowska, będziecie czytały „Nad Niemnem”. Pewna swojej wielkości i niedoszłego Nobla Orzeszkowa przekręca się w grodzieńskim grobie.
Dziecko chce tylko Tuwima i Brzechwę. Wcale nie interesuje je Herbert, Hartwig, Leśmian i Staff.
Pod kościołem Karola miast wosku i astrów pachną oliwki i turecka chałwa. Szkoda, że nie ma kawy – mówi wąsaty sprzedawca śródziemnomorskich przyjemności.

Powroty. Są najgorsze. Brzuch samolotu wpada w mgłę. I ta mgła będzie obściskiwała wszystko przez parę dni. Jedziemy po rogale, ale ich jeszcze nie ma, a my potem nie wyjdziemy. Schowamy się w domu przed Polską. Następnego popołudnia wracając z pracy we mgle, a może w ciemności, napotykam dwóch z orłem na czapce. Trzaskowski! – krzyczy pierwszy. Co? – odpowiada drugi, a potem chórem: Ty, ku..o! Jeśli ktoś mnie zapyta co słychać w Polsce, opowiem właśnie to. Wszystko inne to jeszcze większy wstyd.

Sny. Leżę w trumnie w gotyckiej katedrze. Jestem rycerzem na własnych egzekwiach, nagle zmartwychwstaję. Albo: pastor w Lublinie przy murku mówi, że po dwudziestej drugiej jest już katolickim księdzem i odprawia katolickie msze (mszę oglądamy z Gdańska jak w zarazie, bo zimno i mgła, i wiara jak ziarnko gorczycy).

Inni. Ci, co się pojawiają we mgle i potem w niej znikają. Którym się przyglądam i przez których jest przyglądany. Ciemne światło cieni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s