Lidia Yuknavitch, Krawędź

Clemente Susini, Wenus Medycejska, 1780-1782, Museo Della Specola, Florencja, źródło: https://www.facebook.com/anatomicalvenusbook

Bohaterkami „Krawędzi” nie są kobiety, ale ich ciała. I wcale, ale to zupełnie wcale, ciało nie oznacza, jak nam się czytelnikom i mężczyznom wydaje, zmysłowości. Wprost przeciwnie: Yuknavitch pisze o cielesności okrutnej, ba, mięsnej. Jest to proza surrealistyczna i niespodziewana, taka wobec której czytelnik pozostaje bezradny.

Pozostaje długo jak dobra krew w ustach. Być może nawet pogrążałaby w mroku, gdyby nie ten jeden, ów świetlisty fragment. Ostatni krótki akapit, w którym kwitnie życie:

Mają szesnaście lat i wirują, dłonie wirują i dłonie trzymają się za nadgarstki szesnastoletnie i wirowanie, w kółko i w kółko i tańczą ich stopy na piasku w koło, w koło na krawędzi morskiej piany i tańczą i wirują szesnastoletnie (…)

I uważam, że to jest absolutnie piękne.

(tłum. Kaja Gucio)

Dodaj komentarz