Dziennik. Guzik i inne opowiastki

Paul Delvaux, Samotność, 1956, Muzeum Sztuk Pięknych, Mons, źródło: twitter.com

Bogowie

(Odpowiedź dla M.) Spomiędzy bogów olimpijskich nigdy nie polubiłem Hermesa z tymi fikuśnymi skrzydełkami na butach. Nic dziwnego, że teraz sprzedaje drogie sukienki na Krakowskim. Może kiedyś (to słowo będzie się powtarzać w dzisiejszych zapiskach) u Parandowskiego jeszcze odrobinę miał szansę. Teraz tylko Dionizos i rozżalona Demeter (im człowiek starszy, tym archaiczniejsze ceni bóstwa).

Guzik

Miał zawsze przy sobie dwa guziki. Ten pierwszy powodował anihilację planety, dzięki temu drugiemu zjawiała się srebrna tacka z colą zero (cola zero możliwa jest do spożycia, jedynie gdy jest zimna i nie czuć jej smaku). Przez te pięć lat mieliśmy sporo szczęścia, powiadam Wam.

Włókna

Kiedy otworzyłem drzwi do mieszkania, zastałem A. leżącą na podłodze w pokoju. Miała zamknięte oczy a z komputerowego głośnika sączyła się zachęta, aby myślą wniknąć we włókna mięśniowe uda. Szkolenie z wypalenia on-line okazało się ciekawym doświadczeniem.

Towarzyszka

Okolice Powązek Wojskowych były zakorkowane, krążyły na sygnałach wozy policyjne. Z kolei wozy transmisyjne łapały sygnał z Andromedy. Czyj pogrzeb? – wstukałem do wyszukiwarki, podając datę. Wyświetliło się kilka artykułów towarzyszka życia żołnierza wyklętego (tylko jakieś małe zbrodnie wojenne).

Upadek fryzjera dziecięcego

Lubiłem to miejsce. Za pierwszym razem (a może za którymś innym) szliśmy potem Nowym Światem na kawę w sobotni ranek. Pożarła go pandemia razem z czerwonym automatycznym samochodem, domkiem do zabawy po strzyżeniu i tysiącem zabawek na półkach, które zawsze oglądałem w międzyczasie. W sobotni ranek pojechaliśmy więc do dużego martwego centrum handlowego, pod kopułą którego wisiały krasnoludki.

(To centrum też lubiłem, kiedyś, tak jak lubiłem kofihewen i słodką świąteczną kawę, berszki, stradiwariusy, pulendbery i na końcu, jeszcze dawniej, habitat, w którym kupiliśmy radio).

Człowiek z Anglii

Z każdym dniem zaraza robiła nas coraz bardziej w konia. Uwzięła się teraz na Portugalię, ale jednocześnie krążyła też tu.

Ksiądz w Pobożnie zdziwił się na ambonie – a przez całą zarazę miał w poważaniu jakiekolwiek nakazy i zakazy, łącznie z komunią do ręki, która jest diabelską sztuczką – że umiera teraz dziewięć, dziesięć osób tygodniowo, a nie dwie, trzy jak wcześniej.

Ludzie więc umierali, system nie działał, ale nie przeszkadzało to rządzącym zajmować się sprowadzaniem z Anglii pół-martwego (a może nawet całkiem martwego) człowieka.

Kiedyś pisałem więcej o Polsce, i źle: wydaje mi się, że ten pół-martwy człowiek jest synekdochą.

Pojawił się

Policja u nas zachowuje się w niezwykle profesjonalny sposób. Proszę zauważyć, że u nas nie ma przypadków, że ktokolwiek zginął. Pojawił się, ale właściwie po co.

Naleśniki

Uspokaja mnie smażenie naleśników w niedzielny ranek. Podobnie jak gotowanie kawy. Chowamy się w domu Muminków i tam jest znacznie lepiej niż tutaj (za oknem szarość, wilgoć, już dawno po świętach). A może ten dom, do tego kawa inka i buczący młynek, to wcale nie Finlandia, ale mieszkanie na Marchlewskiego w Lu., lata osiemdziesiąte ubiegłego stulecia?

(Dopisane: komentuje A. Jakie sukienki? Widziałeś torebki?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s