Dziennik. Końcówka

Takiej zimy i takiej choroby ja nie widziałam – mówi, odbijając się w kałuży, staruszka pod mięsnym. Wygląda to na początek sporej opowieści, ale właśnie zwalnia się miejsce przy szynce i staruszka znad kałuży odchodzi.

Nie lubię tej końcówki doczepionej po świętach, nigdy nie wiem, po co ona komu. Tęsknię za śniegiem, za wzgórzami, za Południem. Mógłby się kończyć Szczepanem rok, po co jeszcze corocznie wyrzynać Młodzianków?

Każdego dnia pada albo zatapia we mgle. Sikorki na balkonie wyznaczają granicę widzialności. Reszta pozostaje niewidzialna.

Któregoś wieczora trafiam na zdania z listu Jarosława: Tak jak ten kapitan z „Tajfunu” Conrada mówił, że „mieliśmy złą pogodę”, i to oznaczało to wszystko, co przeszedł, tak ja mogę tylko powiedzieć, że mieliśmy dobrą pogodę i że podróż mi się udała, a tego, czym była dla mnie i jaką „pełnią” mnie napełniła, nie sposób ani oddać słowami, ani nikomu wytłumaczyć: jak wiele innych wrażeń zostanie to już moim własnym i nikomu nieudzielalnym (…) skarbem (s. 19). Nic nie umiem więcej o tym roku napisać: mieliśmy czasami dobrą pogodę – wszystko, co najważniejsze, zamykam w cudzej frazie. Nawet ciepłą wodę w Wiśle.

Tego dnia, kiedy kolejnych pięćset osób umarło z powodu zarazy, balonem wylądowało dwóch braci, dworskich trefnisiów. Transmitowała ich rządowa telewizja. Każda władza ma bowiem swoich błaznów, którym płaci za niepamięć ludu. Nie wiem nawet, co gorsze: owa niepamięć czy występy sceniczne.

W ostatni poranek roku mgła jest jakby większa. Brodzę w niej po Woli. Rozgarniam obłoki. Nie mogę się z siebie wydostać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s