Dziennik Noworoczny

Leonora Carrington, Przodek, 1968, kol. pryw., źródło: facebook.com

Dni

Od dwudziestego ósmego grudnia nie widziałem słońca. Pełzamy w półmroku, szybki zmierzch równa się późnemu porankowi. Rachuba dni jest myląca. W któryś poranek, może we wtorek, pogoda budzi nas brukselska, jak tamtej dalekiej jesieni. W półmroku siąpi deszcz i tak cały dzień, kiedy jadę przez mokre brzydkie miasto, w którym przyszło nam żyć. Usiłuję wyobrazić sobie, że to Ocean spada mi na głowę, ale na próżno.

Liber mortuorum

Na gwiazdkę dostałem skarpetki z podpisem Pierre Cardin. Umarł zaraz w następnym tygodniu.

Prawie się rozstaliśmy gdzieś w Beskidzie Sądeckim na spotkaniu, które organizował ojciec Z. Zawzięcie wyrzucaliśmy sobie wszystko jeszcze na przystanku, a przecież wówczas tak niewiele było do wyrzucania. Wieczorami z ojcem Z. graliśmy w piłkarzyki. Jeden gość w okularach, pewnie dziś jest jakimś konserwatywnym pisarczykiem, opowiadał wtedy, że Michnik jest umierający i to bardzo dobrze dla Polski.

Nazywaliśmy go księdzem Baryłką. Co wakacje granatowym maluchem jeździł do Niemiec Zachodnich odprawiać msze dla emerytów. Na jego lekcjach w salce przy kaplicy wielkiego betonowego osiedla kolorowaliśmy Jezusków i owieczki. To chyba on stawiał piątki z pyzatym – jakżeby inaczej – uśmiechem. Potem zniknął, został prefektem, proboszczem, kanonikiem. Umarł prawie razem z moją wiarą w Kościół.

Na mokrej bramie uniwersytetu, idę akurat po hamburgera o mięsie cieliście doskonałym, wisi klepsydra profesora F. Mówił o filozofach jakby był z nim po imieniu: Akwinata albo Plato. W rzeczywistości łączył go jedynie z nimi skrypt z lat pięćdziesiątych, nic z nich nie rozumiał. Po egzaminie spotkaliśmy się nad Wisłą palić filipiaka: dwadzieścia lat przeżył swoje nędzne notatki.

Bestia ze Wschodu

Kiedy zimy jeszcze istniały, śnieg był zwyczajną koleją rzeczy. Oczekujemy teraz Bestii ze Wschodu, donoszą media: oto opady stały się równie mityczne jak baśniowe potwory. Śnieg oczywiście nie spadnie, a jeśli już, to stopi się do rana. Może znowu uda się wyciągnąć sanki? Nie mogę przyzwyczaić się do globalnego ocieplenia, do tego, że wszyscy wymrzemy w ciągu stulecia.

Bestia z Zachodu

W Pobożnie opowiadają za to, że nadciąga Bestia z Zachodu. Antychrysta podadzą nam w ampułkach, w koktajlu z ludzkich płodów, igłą.

Koleżanka w pracy dopytuje, gdzie wyjadę, jeśli się zaszczepię. Odpowiadam, że wszędzie, byle stąd. Cierpię na narodową klaustrofobię, zawzięcie – od czterech dni – uczę się portugalskiego, studiuję mapy, na których nie ma Polski.

W międzyczasie zadzwoniłem do wzmożonych patriotycznie, żeby odebrali jakieś papiery. Młodzieniec, który przyszedł – spóźniwszy się o godzinę – był istotnie patriotycznie wzmożony, na twarzy miał wypisany zakaz stadionowy.

Państwo okazuje się nieprzygotowane na przyjęcie Bestii. Nikt nie zna systemu dystrybucji szczepionek, choć na jego opracowanie było sporo czasu. Podobnie jak w wypadku liczb zarażonych wszystko jest jedynie komunikatem władzy. Całe dla niej szczęście, trafia się kilkoro znanych osób, których jakiś doktór wpuszcza poza kolejką i – hokus pokus: znika nieudolność rządu, oszustwa ewangelisty Łukasza (jak chciał pan Długosz), wszystko – jest tylko rozhisteryzowana Janda (która nie wiesz czy gra, bo ona tak właśnie gra, czy naprawdę w histerii).

Różnica

Ale kiedy jesteś blisko, nagle odjeżdżasz tak daleko, stajesz się nieuchwytny, nieobliczalny, różnica 34 lat to jednak różnica – mimo wszystko brak mi Ciebie teraz na każdym kroku – pisze Jarosław przepięknie i prawdziwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s