Etgar Keret, Usterka na skraju galaktyki

Etgar Keret, 2020, źródło: etgarkeret.com. – Patrz, na zdjęciu wygląda, że się postarzał – mówi A. – Coraz bardziej podobny do Stachury – stwierdzam.

A. powiedziała, że końcowe opowiadania są smutniejsze. Postanowiłem więc, że będę czytać Kereta od końca, wtedy na końcu będą weselsze. W sumie w hebrajskim oryginale czyta się od końca. Tyle, że wówczas – tłumaczę sam sobie – kolejność jest inna. Końcowe opowiadania nadal są smutniejsze.

Od smutniejszych. Te wcześniejsze, kiedy po raz pierwszy zachwyciliśmy się Keretem, to był pełen surrealizm, te obecne są jakby poważniejsze w tonie. Ale w sumie, my dwoje czytelników po dwudziestej (czyli kiedy komórki leżą grzecznie odłożone) też spoważnieliśmy. I mamy Dziecko. Podobnie jak Keret (ten tom dziecięcy, który nam się trafił akurat wtedy jak Dziecko, Boże, to było objawienie!)

Moja żona wchodzi do pokoju i pyta:
– Piszesz?
Chce o coś zapytać. O coś innego. Widzę to po jej twarzy. Ale zarazem nie chce przeszkadzać. Nie chce przeszkadzać, ale już przeszkodziła. Mówię, że tak, ale że to nieważne (s. 172).

Piszę: w „Usterce na skraju galaktyki” podoba mi się wszystko, w która stronę bym nie czytał. Właśnie jak to zapisuję, odkrywam, że czytając od końca, ominąłem jedno krótkie opowiadanie, i ono teraz – odkryte niespodziewanie – też mi się bardzo podoba. Dodaję do tego, co napisałem powyżej. Ale jakbym miał wybierać to najbardziej podoba mi się to o niebie. Nazywa się „Drabina” i dzieje się po śmierci Boga. Wyobraźcie sobie, że mimo tego, niebo działa dalej. Procedury są przestrzegane, tudzież obowiązki. (Jak w naszej religii, nad Wisłą – dopowiadam sobie, bo ostatnio wszystko kojarzy mi się z Polską i miewam koszmary). Oprócz Boga, nie ma też w niebie zapachu a za zapachem się tęskni. Zapach jest tylko na ziemi. Zapach czegokolwiek. Ostatnie zdanie z „Drabiny”.

Skoro już eksperymentuję z czytaniem od końca, pomyślałem, że od końca można zaczynać też poszczególne opowiadania. Same puenty – w ten sposób Keret robi się na dodatek tajemniczy – wybieram kilka z nich, zapisuję. Teraz przyglądam się im i próbuję znaleźć jakiś klucz. Musi być jakiś klucz, żeby nauczyć się pisać tak jak Keret:

Zawsze kiedy podawałem jej jointa i nasze ręce się stykały, jej palce były zimne.
Mówiłam ci, że w końcu będziemy razem.
Można też kochać bez zrozumienia.
Nie udało mu się usłyszeć po drugiej stronie linii nic poza sygnałem długim, ciągłym.

(tłum. Agnieszka Maciejowska)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s