Kroniki zarazy jesiennej (14)

Sobota

Ci wszyscy ludzie pchający w lidlu wózki są martwi. Tak mi się wydaje. To tylko manekiny ładujące kolejne zgrzewki mleka, wody i folie z kurczakami. Nie mają wzroku (co powiedzieć o węchu i smaku?), wystarczy spryskać ich płynem do dezynfekcji a znikną.

Te zakupy robię dla imigranckich sikorek. Boję się sam przyznać sobie, że dawno nie żyję.

Niedziela

Pachniało późną jesienią. Grzybnia wędrowała w stronę moczarów, na których umierały brzozy. Popatrz, jaka Polska, powiedziała A. Mgła pożerała ostatnie żółte liście. Szliśmy ciemną ścieżką, światło, które nas prowadziło, wiodło na cmentarz.

Przywozili ich ciężarówkami na polany i wiązali oczy. Tak samo musiało pachnieć wilgocią w głębi lasu.

Poniedziałek

Jakbym był Panem Bogiem, to bym zrobił Ziemię śmieszniejszą – Dziecko komentuje listopad. Nie mogę się nie zgodzić.

Wtorek

Spostrzegliście jak stała się tak dyskretna, że aż w jej kronikach nawet nie wspominam o tym, że trwa. Od niechcenia te liczby obok nas. Gdzieś chodzi po klatce schodowej, zajrzy do sklepu, na facebooku doda się do znajomych.

Pod przedszkolem ucztują wrony, wydziobując resztki z opakowań na wynos.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s