Krzysztof Bielawski, Zagłada cmentarzy żydowskich

Łukasz Baksik, Toczak (koło szlifierskie) w miejscowości Brok w Mazowieckiem, wykonany w II połowie XX wieku,
z cyklu „Macewy codziennego użytku”, 2013, źródło: rp.pl. W 2013 r. ten fotoreportaż ukazał się na rządowym portalu dla zagranicy culture.pl. To było w tych strasznych czasach, kiedy nie mówiliśmy o sobie wyłącznie dobrze. Dzisiaj, przyznam, nie wyobrażam sobie takiego artykułu: skończyłoby się wyrzucaniem z pracy i publicznym linczem jego autorów.

Książka Krzysztofa Bielawskiego nie jest aktem oskarżenia. Nie ma w sobie nic z tych lektur, które zostają z tobą długo, bo wypełnione są emocjami jak choćby niedawno czytane książki Grabowskiego, Reszki i Gaudena. „Zagłada cmentarzy żydowskich” jest do głębi rzeczowa, uporządkowana chronologicznie i topograficznie, oparta na stanie prawnym: typowa analiza naukowa. A jednak jestem przekonany, że minister Czarnek oznaczyłby ją pieczątką pedagogika wstydu i przeznaczył na stos książek do spalenia, o którym – jestem pewien – fantazjuje.

Polacy szanują cmentarze oraz Polacy czczą zmarłych to przecież dwa kulturowe aksjomaty obecne w narracji o Polsce, odkąd pamiętam. Ten Dzień Zaduszny jest akurat dziwny, bo pozbawiony cmentarzy, tej gęstej atmosfery przebywania razem z umarłymi (Postaw w nogach!) i prowadzenia nad ich płytami rozmów zupełnie przyziemnych, ale od dzieciństwa noszę w sobie zakodowany poruszający obraz łuny nad drzewami.

Bielawski pokazuje, że coś, co jest pewnikiem, nie jest nim zawsze. Pewne cmentarze nie pasują do niego. Dla Polaków cmentarze żydowskie nie są cmentarzami. Dopóki tak o nich mówiłem, miałem duże problemy, żeby się dowiedzieć, gdzie one są. Ludzie po prostu mnie nie rozumieli (s. 178). To stąd moje własne poszukiwania, gdzie się podział kirkut zaznaczony na mapie R. przy ulicy Zabielskiej, w żaden sposób nie da się go odnaleźć. Jak pokazuje Bielawski jego los podzieliły setki cmentarzy żydowskich zamienianych w klepiska gminnych spółdzielni, plaże, osiedla mieszkaniowe, czy wysypiska śmieci. Oczywiście łatwo oskarżyć Niemców (Bielawski to czyni!) albo bezradność mieszkańców wobec decyzji partyjnych urzędników. Zostajemy wówczas jedynie z pytaniem: w jaki sposób zapomnieliśmy, gdzie były? Dlaczego tak niewielu protestowało i słało pisma w tej sprawie? Śmierć cmentarzy to jakby Leśmianowska śmierć druga, nic po niej nie ma.

Może owi zmarli z kirkutów, których kości warstwami trafiały na wysypiska gruzu albo zostawały na zawsze gdzieś zabetonowane na podwórzach nie są dla nas zmarłymi? Może dlatego można było ich płytami nagrobnymi obudowywać obory? Może z tego powodu łatwo było wyrostkowi nieść na kiju czaszkę świątobliwego Elimelecha cudotwórcy?

(Obrazki z ludobójstwa są łudząco podobne. Przypominają mi się opisy z raportu gwatemalskiej komisji prawdy, o tym jak wojskowi oprawcy nakazywali młodym Majom wyniszczać pola świętej kukurydzy).

Dzielimy zmarłych na naszych i obcych. Nasze starania, nasza pieczołowitość należy się tym pierwszym. Ci drudzy pojawiają się tylko jako senne koszmary. Musimy się przed nimi chronić, zapomnieć, nie wymawiać słowa na Ż. Powiem Wam w tajemnicy, są gabinety w naszych urzędach, gdzie tabu jest tak silne, że Cmentarz Żydowski w Warszawie nazywają po prostu Cmentarzem na Okopowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s