Kroniki zarazy jesiennej (11)

Gilbert de Chambertrand, Paryska ulica, lata 30., źródło: tumblr.com

Piątek

Przez cały dzień raporty o napływającej żandarmerii. Czy się zdecydują na konfrontację kłamcy? Potem podziw, podziw dla tych co idą, dla J. i dla Dż. Jak rośnie miasto, jak pączkują tłumy.

Będziecie w książkach do historii, ale kto je napisze. Ten moment to wciąż wahanie, jak to się skończy, na czyją szalę.

To, co się wydarza na ulicach miast, nawet – o, Boże – Pobożna, zaczynało się wielkim trzęsieniem ziemi w Lizbonie. Oświecenie dociera na peryferia Europy bardzo późno, właśnie teraz. Chwieje się Kościół, który już dawno umarł w środku. Wiara, na naszych oczach, wyzwala się z niewolących ją przesądów, ucieka władzy, która uczyniła ją jednym ze swoich narzędzi.

Nagła decyzja o zamknięciu cmentarzy. Wszystko by zrzucić winę na protestujących.

Sobota

Telefon z Pobożna: manipulują wami. Rządowa propaganda wciąż charczy i pluje nienawiścią.

Wstrząsająca analiza Andrzeja Stankiewicza (tutaj). Nie da się o polskiej zarazie roku dwa tysiące dwudziestego napisać więcej. O jej dwojakim charakterze: chorobie wirusowej z jednej strony i bezczelnej, zakłamanej, i pełnej frazesów, władzy – z drugiej.

Kościół próbuje pacyfikować protesty. Idąc partii w sukurs, oświadcza, że są grzechem. Strażnicy sumień zawsze mają je czyste.

Pan Depo widział w marszach upiory. Spokojnie więc można zasiąść wokół dyni: tutaj ich w tym roku nie ma.

Niedziela

Nie ma czasu na śmierć w tym roku, a tyle śmierci. Przyzwyczajeni od wiosny do liczb. Zmarli tymczasowo zostali zamknięci za bramami malowanymi na czarno. Kwiaty układane wzdłuż muru Powązek. Dziwne święto, którego nie ma.

Twierdzimy wobec tego, że nieskończoność nie ma swej zasady, lecz, że ona sama uchodzi za zasadę innych rzeczy, że obejmuje wszystko i wszystkim rządzi (Arystoteles, „Fizyka”).

Tęsknię za palcami. Nałóż rękawiczki. Jest w nich ciepło ciała.

Poniedziałek

Opowiadałem wam kiedyś o czarnym zaduszkowym psie, który pojawił się kiedyś w osiedlu w Lublinie, akurat w nocy z pierwszego na drugiego. Miałem jechać porannym z Chełma do Warszawy, a on spokojnie łaził po ciemku. Uczyłem się wtedy na kulturze duchowej o duszach, które wchodziły w czarne psy i uwierzyłem w niego. Wieczorem na innym osiedlu, tu, spotykam czarnego kota. Nic nie wiadomo o tym, aby dusze wybierały koty.

Osiedle, które mijam, chwali się neonem na trawniku. Napis głosi POZYTYWNY i w tym sezonie jest bardzo ironiczny.

A. zabiła podręcznikiem excela muchę, która towarzyszyła nam od tygodnia. Trochę jakbyśmy stracili zwierzątko domowe. Myła łapki zawsze siadając na szklance. Znajdź nową – prosi mnie Dziecko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s