Dziennik z podróży w czasie zarazy (2)

wp-1602489344049.jpg

Walka ludzi i zwierząt ze śmiercią (1627)

W tym właśnie momencie wydaje się, że triumf jest bliski. Ona już przyparta do krawędzi. Oni w potwornym uniesieniu. Kiedy się skończy ten koszmarny czas? Słońce z okna oślepia walczących. Masz ci los, znowu wygrała.

Gdy im siedmioro dziatek w siedmiu dniach morem umarło. Ach, modlą się jak trzeba luterskie rodziny. Ojciec z synami po lewej stronie krzyża, córki, jak białe matrioszki o owalnych twarzach, z prawej. Ach, pozostaną niewysłuchane ich psalmy i pieśni. Anonimowej rodziny – głosi podpis, więc pokonanej całkowicie.

Pętle

Skoro w Gdyni cenię trolejbusy jeżdżące na Sibeliusa, tutaj zachwycam się tramwajem na Immanuela Kanta.

Podróż do ogrodu

Droga prowadziła przez mgłę. Minęliśmy dobre (z wielkiej litery) miasto, po wzgórzach tonęły zagajniki. Warmia swoją polodowatością przypominała jesienne Kaszuby. Do ogrodu należało skręcić. Gruby siwy kot wylegiwał się pod kasztanowcem. Szkoła w pałacu wyglądała na porzuconą nagle: niedbale rozrzucono zakurzone książki, nie zerwano nawet napisów, że jesień. Wilgoć liści, po łodygach powoli skapywał po ranek. Kaczki sunęły przez rzęsę. Potem – mgnienie oka – ogród zniknął.

Muzeum

Ksiądz pojawił się z łomem. Z początku nie było wiadomo, że to ksiądz, ale z rozmów i tytulatury zaczynało wynikać, że jednak. Poszliśmy za nim do muzeum ornatów, trumien i monstrancji. Mają tam nawet kawałek świętego Andrzeja, ale tak naprawdę tylko jedna rzecz mnie wzrusza i wcale nie niebo: gotycka cegła z odbitą bosą stopą gotyckiego dziecka.

Bucik – myślę – miałby rozmiar dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem.

wp-1602494080723.jpg

Do kronik zarazy jesiennej

Niepokój zdaje się być zjawiskiem powszechnym. Większość milczy, ale uważnie śledzi liczby. Trzy tysiące trzy, cztery tysiące dwieście. Nic dobrego z tego nie będzie – odzywa się wreszcie ktoś. Nazwa wymawiana z lękiem: Lombardia.

W Lublinie żądano okazania chorych. Rośnie również liczba zaprzeczających zarazie. Znowu każą nam założyć maski, mówi nalewający etylinę gdzieś przy drodze es siedem.

Zaraza zastała nas nieprzygotowanych. Ostatnie miesiące spędzono na grach o władzę, uznając, że władza jest ponad zarazą. Jej bezczelność najlepiej ukazuje minister Cz., który mimo zakazów (władza ponad zarazą) wchodzi do szpitala, zaraża pacjentów i wcale nie czuje się winny. Ręce ministra miały przecież leczyć (przynajmniej skrofuły).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s