Dziennik. Podróż do tamtego lata

wp-1600944869241.jpg

z dedykacją

Temat z Rilkego

Lato kończyło się wybornie. Na polanie pośród gór odczytywałem z internetu strofy Rainera Marii: każ się napełnić ostatnim owocom; niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną. Mieliśmy granatowe palce i usta od jagód po drodze.

Tamto lato. Tamtego lata trzykrotnie wracaliśmy w góry, dokonywaliśmy wyborów na całe życie, wszystko jeszcze nieporadnie – patrzę dwadzieścia lat później – udając, że dorosłość wcale nas nie zaskoczyła. Ludzie, miejsca i obrazy mieszają się teraz w tej melasie.

Co najmniej raz tamtego lata byliśmy na tej polanie, pod tą kapliczką, gdzie dzieci dzisiaj rozrzucają siano. Przez te wspomnienia na górę trzeba teraz zaciągnąć tych, co nigdy już nie wejdą. Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam.

Mapa

Południe. Dopiero co umilkł hejnał i dzwony. Słońce jeszcze nie w Wadze oświetla skrzyżowanie, na którym szpital, ładny jasny szyld zakładu pogrzebowego naprzeciw, obok dom malarza i kamienica poetów. Za rogiem szkoła. Kończy się lato: lemoniadę podają na ciepło; poprzednim razem byliśmy tu na początku którejś zimy. W lizbońskiej kawiarni ustawiamy do zdjęcia pastelki-denatki, żeglują teraz po stołowym Oceanie.

Wchodzenie

Prześwity oznaczają, że zbliża się grzbiet. Przebłyski światła, rozmowa. Kiedy zachodzi słońce, zmierzch zaczyna porykiwać jak w baśni. Horyzont jest zębaty od Tatr. Mógłbym pod tę górę iść wieczność (wieczność jako miarę czasu wprowadza M.)

Przeżyliśmy koniec historii nawet o tym nie wiedząc, ale zdążyliśmy się nim rozczarować (tamtego lata po polsku wydano Fukuyamę).

Astronomia

Tamtego lata leżeliśmy po przeciwnej stronie Hali Długiej i patrzyliśmy w niebo. Słychać było strumień, wieczór robił się chłodny. Wierzyliśmy wtedy w rzeczy prostsze.

Nad nami Mars, Jowisz i Saturn. Każdy ma własną planetę.

Fotografia

Jasność poranka na szczycie u stóp obelisku, dwoje nieboszczyków na ławce przed śniadaniem. Podchodzą wciąż nowi, robią sobie portrety pozbawione ironii. Czuły, nieczuły, a po latach i tak zaprząta głowę wyłącznie światłoczułość.

Próbuję nadać wspomnieniom kształt przyjazny i ciepły.

Schodzenie

Tamtego lata próbowałem w dzienniku opisywać dni ze wszelkimi szczegółami, ufając, że cała ta drobnica uchroni nasze życie przed zapomnieniem.

Opieram się teraz na rzeczach niepewnych. Może smak sera na parkingu, gdy zeszliśmy z góry, pozwoli odtworzyć kiedyś długi łańcuch zdarzeń. Tylko czy to będziemy my, czy to my byliśmy tamtego lata?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s