Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak, Łódź. Miasto po przejściach

Pierwszy śnieg po wyjściu z pociągu, 2019

Blok, w którym wówczas mieszkaliśmy należał do generacji późnego Gierka – wczesnego Jaruzelskiego i wznosił się na końcu miasta. Dalej była pętla, linia wysokiego napięcia i zaczynała się wieś: z szóstego piętra śledziłem – razem ze Słonkiem – cykl prac polowych. Był mój, czyli wyjątkowy, dopiero później zrozumiałem, że Czechów, Gocław czy Retkinia – wszędzie wznoszą się podobne do niego monumenty z wielkiej płyty. W któreś święta wiele lat później pojechałem nawet na drugi koniec miasta zobaczyć swoje okno. W tamtych czasach, w tamtym bloku, ciągle się czegoś bałem: w telewizji pokazali wybuch gazu w bloku, w Łodzi. Wyobraziłem sobie całe łatwopalne miasto, chodząc po którym ryzykujesz życiem. Zacząłem się Łodzi bać. Dowiaduję się z książki Góreckiego i Józefiaka, że wybuch zdarzył się w osiemdziesiątym trzecim. Grzebię więc w dalekich wspomnieniach. Mam trzy lata, boję się Łodzi.

Zapewne obawiacie się, że zacznę snuć prywatną historię Łodzi, jak mi się zdarza w kolejnych recenzjach poświęconych, jak się okazuje, sobie. Mógłbym pisać o pierwszych wrażeniach ze starej Fabrycznej, o tym, że miasto wygląda – tak myślałem jakieś trzydzieści lat po tamtym wybuchu gazu – jakby dopiero co zakończyła się w niej wojna, o przyglądaniu się kamienicom. Ale geografia osobista to opowieść o ludziach zaludniających mapy. Więc – koniec końców – gdy myślę o Łodzi, to wyobrażam sobie lodowisko przy Manufakturze i pierwszy śnieg po wyjściu z pociągu, i…

…wróćmy do rzeczy. Zawsze zadziwia mnie w reportażach z początku transformacji sposób, w jaki spoglądaliśmy jedni na drugich. Kapitalizm ruszał z kopyta, wielkie zakłady włókiennicze miały stać się za chwilę halami pozbawionymi okien, do których prowadzą zarośnięte bylicą bocznice, a przedstawiciel – bądź co bądź – kulturalnej śmietanki, reżyser, pisał o współmieszkańcach: tępaki (…) nie pójdę już więcej Piotrkowską na żaden spacer! Bo czuję się na nim, jakby mnie co krok bito po twarzy. Ten wygląd! Tych ludzi! Jak z depozytu izby wytrzeźwień (…) Twarz! – pysk! (s. 21) Być może, z tamtej perspektywy, to była po prostu gorycz, dziś odczytujemy w tych zdaniach pogardę. Pogardę, która zawisła nad miastem i jego mieszkańcami, jak fatum.

Bardzo udany jest pomysł, by konfrontować tamte reportaże – choć sam nie przepadam za reportażami polityczno-społecznymi – z wczesnych dziewięćdziesiątych z pisanymi świeżo, ba, w ostatniej chwili. Taki bilans tego, co się udało, a co się nie udało. Jak szybko entuzjazm potrafił zmienić się w stupor. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s