Dziennik. Grzybnia

wp-1599643556463.jpg

Dopada mnie Polska. A Polska to nic przyjemnego. Deszcz, dupa, dramat. Miał rację Szczerek: pierwszy zapach po wyjściu z pokładu to nawet nie paliwo lotnicze z rozgrzanych silników, tylko wilgotna grzybnia, którą ciągnie od nizinnych lasów. Polskość. Nocą w Modlinie.

Następnego dnia widzę dzieci po raz pierwszy od marca idące do szkoły. Szare niebo, odzwyczaiłem się przez dwa tygodnie, i zieloną trawę, też dawno nie było.

Nie umiem już jeździć samochodem. Nie umiem po mieście. Powinni dawać el cztery na Polskę. Dziecko dopytuje: Ojej to jak mamy żyć?

Kolejny dzień. Hala Mirowska nie cieszy. Przed sklepem z czarodziejskimi utensyliami, matka kupuje srebrnej dziewczynce jakiś eliksir na ukojenie.

Niedziela, poniedziałek, wtorek – odmierzam dni sam nie wiem do czego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s