Izabela Kosmala/Świerczyńska, Projekt rozwód

wp-1596487065642.jpg
Parking pod USC w Wilanowie, 2020

„Projekt rozwód” przeczołguje. Zarówno czytelnika, jak i autorkę. Zresztą z pewną ulgą dowiaduję się, że dotrwała w małżeństwie do oddania książki do druku. Momentami wcale na to nie wyglądało. Każda z opisanych historii rozwodów przywołuje kolejne wątpliwości. Pisał lata temu Edward S. – choć nikt, poza mną, stara się tego nie cytować – że dowodem na płynięcie czasu jest to, że miłość między dwoma ludźmi gaśnie. W gruncie rzeczy książka nie opowiada o rozwodach, ale o tym wygasaniu, ustawaniu i płowieniu.

Oczywiście, gdyby bohaterowie reportażu pozostali na poziomie poezji, „Projekt rozwód” wyglądałby zupełnie inaczej. Życie jednakże składa się z kredytów, mieszkań i spraw równie przyziemnych. To one zamieniają je w dość koszmarną prozę (tudzież reportaż).

Niepokojące było za to to, że bohaterowie Kosmali/Świerczyńskiej, z trudem, co sama przyznaje, namówieni do zwierzeń, są w gruncie rzeczy podobni. Wszyscy należą do klasy średniej lub wyższej, cierpią na mniejszy lub większy Weltschmerz, nie zaznając szczególnego niedostatku. Tu nie ma rozwodów z prowincji, nie ma obdukcji, nie ma wytykania palcami na ulicach Pobożna. W „Projekcie rozwód” wszyscy sobie dobrze radzą. Jeśli jest nieco gorzej – może się zdarzyć, że kolega pożyczy ci sto tysięcy złotych.

Nie, że uważam, że jest w tym coś nieprawdziwego. Raczej, że to taki lepszy wycinek świata sal sądowych i że można napisać także zupełnie odmienny reportaż, o niebo bardziej ponury i bez tylu szczęśliwych zakończeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s