Dziennik. Pięćdziesiąt litrów na metr

Sobota

Tęcza

W sobotę jechaliśmy w stronę Wyżyny na tyle szybko, że przeoczyliśmy nawet krajobrazy. Dopiero nad Pobożnem dostrzegliśmy zawieszoną tęczę. Gdyby w tym mieście wiedziano, że oto ta sobota nazywana jest na zgniłym Zachodzie Dniem Dumy, zapewne mieszkańcy zakrywaliby oczy. Ale nie wiedziano, więc podziwialiśmy spokojnie, przy okazji fotografując chmury.

 

Maleńkie podróże. Ogródki

Zapowiadane opady odstraszyły ogrodników, więc można było spokojnie zwiedzać, bez obawy o pytanie skąd jesteś albo skąd zło (a wiadomo, że piekło to inni). Ogród jest zamknięty na klucz, tylko dla wybranych, coś jak ten w Berck wyśniony przez Maxa Blechera. Miasto idealne zbudowane dla pomidorów. Dziewczęcy śmiech dobiega zza czereśni, przekrzykując sroki. Róże są najpiękniejsze u pewnego staruszka. Może ten śmiech mi się śni.

Żaden ogródek nie jest podobny do innych, żaden wspólny porządek tu się nie utrzyma. W ogródkach wśród ogórków rozpoznajemy Polskę.

Niedziela

Wybory

W niedzielę miały być wybory. Wybory zapewniają pełen zestaw emocji od euforycznych skoków przez ataki wściekłości aż po totalną rezygnację i tłuczenie się po nocy.

Rankiem pocieszają wszystkich kolejki do głosowania. Ale – kubeł zimnej wody – w Pobożnie też długaśne kolejki, a tutaj prezydenta wybiera się przecież przez aklamację.

Kiedy powracamy do miasta na Nizinie jest duszno. Trafiamy akurat na czas entuzjazmu: budyń ponoć tanieje, dżem zżera inflacja. Twitter kłamie, ale kłamstwa ma ładne. Komisja w szkole przypomina załogę stacji kosmicznej ze starego serialu sci-fi.

Poniedziałek

Wybory (c.d.)

Będzie lepiej – mówi na dobranoc A., ale rano nie jest lepiej.

To znaczy, że nam się to należy. Tak jak się należała i Caryca Katarzyna, i Otto von Bismarck. Są po prostu narody za głupie na to, żeby być wolne.

Prysk wymiocin, po których nadchodzi Nowy Rok. Dobry znak? Zły? Hm, zważywszy na ogólną kondycję świata, któż by je umiał rozróżnić? – Patti Smith, czytana przy late poll.

Pięćdziesiąt litrów

Wyobraź sobie ile to jest pięćdziesiąt litrów na metr (kwadratowy). To właśnie na mnie spadło. Po ostatniej katastrofie, A. zabroniła mi jeździć na przegubie, ale tutaj dobrze schnę. Sto osiemdziesiąt usiłuje staranować tramwaj na Muranowie, widzę jak przez deszcz. Pięćdziesiąt litrów spływa mi do skarpet.

Z miejsc zatopionych: kawiarnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s