Niedziela 72

Na pierwszej stronie „The New York Times”
Scenariusz był taki, że epidemia, kosmici, wielkie dżdżownice albo ogromna małpa atakują Stany, zwykle za cel wybierając Nowy Jork. Zaraz potem zjawia się on, super bohater, wspaniały naukowiec albo dzielny prezydent. łubu dubu i po sprawie. Świat zostaje uratowany. Powiewa gwiaździsty sztandar.
Zaraza zadaje cios pop-kulturze. Scenariusz nie ma nic wspólnego z życiem i śmiercią tysięcy ludzi. Czy to dlatego, że prezydent jest idiotą?
Wykresy
Dawno nie było o wykresach. Powinien być na nim taki dziecięcy obrazek: górka z zaokrąglonym szczytem. Nie ma, jest za to powolna ścieżka pod górkę. Koniec jest bliski – znowu kłamią. Kłamie premier na pierogach – ciekawe czy biedaczysko musiał obgryzać farsz tak jak ma w zwyczaju – piątek był w końcu – czy podali postne? Koniec nie ma nic wspólnego z wykresami, koniec jest narzędziem władzy.
Kościół
Po pójściu do kawiarni (wczoraj i przedwczoraj), poszliśmy do kościoła (dzisiaj). Ksiądz, a jakże, ogłosił bliski koniec zarazy (przypominam – wykres!)
Drugiej zapowietrzonej niedzieli ksiądz Niedałtowski nałożył ornat zdobiony tańcem śmierci. Dużo bliższy okazał się kościół wirtualny od tego realnego.
Pomnik
Na przyszłym pomniku wielkiej wiktorii, obecnie będącym zapuszczoną fontanną, napis upamiętnia 24. dzień pandemii. Sprawdzam swoje notatki (por. tutaj), zaraza wówczas jeszcze była świeża, strach był i puste miasta. Ktoś w pustym mieście musiał mazać po murku.
Kawiarnia
Po pójściu do kościoła (dzisiaj), poszliśmy do kawiarni (dzisiaj). Nadrabiamy utracone flatłajty i piszingery. Akurat odbywało się wielkie dezynfekowanie stolików, krzeseł i klamek. Pan właściciel przyszedł w błękitnym garniturze, sam też zupełnie blue. Mimo chmur, na zewnątrz sporo miejsc zajętych. Perfetto – szepnął, rzucając okiem i zapalił z tych nerwów.
