Kroniki zarazy (22)

wp-15883687809596416988925855394522.jpg

Piątek 50

Kiedy zjedliśmy naleśniki (chrupkie i miękkie, te z poprawionego przepisu), wstałem i powiedziałem: jedziemy. Dziecko zaprotestowało, odwykłe od powietrza. A więc – jak to się skończy – będzie jednak tak: pozostaniemy wygodnie schowani za naszymi drzwiami.

Nie powiedziałem nic o niewypowiadalnej tęsknocie, bo z definicji nie da się o niej powiedzieć. Ani też o małych radościach, które tak doceniałem kiedyś w swoich zapiskach. Dopiero później, w ogrodzie, przyszedł mi na myśl Jarosław i jedno słowo na opisanie tego wszystkiego: sérénité.

Maleńkie podróże

Najpierw niech będzie sakura. Majowy odcień zieleni, intensywna żółć mleczy, obsypane sady, nieważne – jabłka czy wiśnie.

Wsie na Nizinie jakby nic się nie działo. Z podziemi ciemne kopce kretów. Matki Boskie do majówek. Ci, którzy mieszkali tu dawniej, zawsze mieli łódź.

Przelot sześciu łabędzi nad jeziorem. Ciężkie uderzenia skrzydeł. Krzyki zaniepokojonej sójki, gdy wpatrujemy się w koronę jej drzewa.

Taniec pałacowych puttów.

Czas martwych natur. Spękana ziemia po odpływie, który już dawno: rzeka nie wraca. Małż. Nie wiedziałem, że będę zbierał muszle wielkości tych znad Oceanu.

Ten strumyk w zieleni, który nazywają kanałem. Ulica nad jego brzegiem – Wenecka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s