
Czwartek 42
Najgorszy. Z kimkolwiek piszę, wszędzie najgorszy. Szósty tydzień. Przekwitają forsycje. Zacieśnia się.
Z okazji Dnia Książki nie przeczytałem nawet całej jednej strony.
Przestaje cieszyć gotowanie i pieczenie.
Piątek 43
Przestaje cieszyć, dzień kolejny.
Lidl po raz pierwszy od dwóch miesięcy. Dziecko w kolejce: Koronawirus idzie! Przeszywający wzrok znad innych wózków.
Tęsknota za byciem obok innych. Inni nadają znaczenie.
Trump radzi wstrzykiwać sobie płyn dezynfekcyjny i pić acze. Mam nadzieję, że posłuchają go u nas ci, co zawsze przed nim na kolanach. (Z informacji następnego dnia: ponad sto osób trafiło do amerykańskich szpitali po wypiciu wybielacza. Konstrukcja prawicowego umysłu wciąż mnie zaskakuje. Podobnie byłoby u nas, gdyby Radio Maryja zachęcało).
Sobota 44
Jak tamto wielkie lato, pięć lat temu, miało smak czereśni, tak ta dziwna wiosna smakuje greckimi truskawkami.
Miasto zaczyna ożywać: na przykład cmentarze. Ruch niemały, trzeba hamować, bo wjeżdżają i wyjeżdżają. Wnętrze jeszcze opuszczone. Nie mogę się powstrzymać od zakupów w tajgerze: wreszcie skończymy używać bożonarodzeniowych serwetek.
Dopada mnie brzydota Marszałkowskiej, wyostrzona w izolacji. Powiązane łańcuchami betonowe słupki chronią się przy latarni.
Pocieszenie z historii. Rocznica upadania prawicowych dyktatur: każda zaraza się kończy. Bella Ciao. Niesamowita opowieść o portugalskiej Grândola Vila Morena, sygnale do rewolucji [1]. Wciąż czekamy na własną melodię.
Rozmawiamy wieczorem: w tym kraju nie warto ginąć za wolność, po to, by roztrwonili ją idioci.
Niedziela 45
Sen (fragment większego snu): w pewnym nadreńskim mieście robią pączki (parowańce), które na cześć Polaków nazwali Tschwtsch. (Nie mów mi jak to się pisze – otrzeźwia mnie ze snu A. – wymów to).
Obudziłem się z silną potrzebą zrobienia ciasta. Proste czynności stają się przyjemnościami. Otrzeźwienie w tym także. Lepiej pozmywaj.
Przypisy:
[1] Koncert odbywa się 29 marca 1974 r. (dziewięć lat przed tym na filmie). Piosenka opowiada o małym miasteczku i życiu w nim opartym na braterstwie i wolności. Salazar umarł, ale Estado Novo trzyma się mocno: katolicko i narodowo. Ludzie włączają się do śpiewu, cały lizboński teatr odkrywa wspólnotę. Miesiąc później, 25 kwietnia, dwadzieścia minut po północy rozlega się w radiu. Ci, co mają wiedzieć, wiedzą: to sygnał do puczu, który ma przywrócić wolność Portugalii.

1 Comment