Dziennik z Bożego Narodzenia

fb_img_15777059791043445859392070221471.jpg
Herbert Ponting, Góra lodowa, Antarktyka, ok. 1911, źródło: https://www.facebook.com/stephen.ellcock

Siedemnastka

Nie sposób nazywać ją starą drogą, bo miejscami nie ma po niej śladu, jest już tylko nowa. Nazywam ją wobec tego tamtą drogą.

Tamta droga prowadziła przez oświetlone okna i rozświetlone cmentarze. Sama była cmentarzem, liczyłem kiedyś z okien rozpędzonego contbusa krzyżyki ku pamięci tych, co zginęli na niej. Nie doliczyłem się.

Tamtą drogą podróżowałem w czasie. Poranny poniedziałkowy z Chełma. Zamykam oczy, otwieram oczy: dworzec w Rykach. Zamykam oczy, otwieram oczy: chiński zapach na mokrym Stadionie.

Na niebiesko malowane kapliczki: koło Ryk ich dużo było. Nie wiem, gdzie są teraz. Widok na wieżę kościoła.

Najbardziej na tamtej drodze żałowałem drzew, gdy je ścinali dwa lata temu. To one złote żegnały mnie, gdy wyjeżdżałem dwadzieścia lat temu. Ale to nowa przybliża Lublin: najpierw Lublin zaczynał się koło Kurowa, potem za McDonaldem w Garwolinie, teraz do Lublina wjeżdża się w Kołbieli.

Z T. S. Eliota

Szara czasza przygnębienia wisi nad Lublinem. Od soboty nie widziałem słońca. Było jak w podróży magów Eliota: droga wiodła do Narodzin albo do Śmierci. Pojawi się potem na chwilę, pierwszy przebłysk, kiedy będziemy wracali, w Kołbieli.

Wyznania przy stole

W Pobożnie uświadamiam sobie, że wigilia jest ekumeniczna (choć nie ma mowy o dialogu). Siedzą bowiem przy stole przedstawiciele obcych sobie wyznań: rzymsko-katoliccy papiści i sedewakantystyczni narodowi katolicy. Nie ma co udawać, że to jeden Kościół: różnice są większe niż z luteranami. Opłatek i kolędy mamy jeszcze wspólne, ale między karpiem a salaterką śledzi zionie przepaść.

Nie ma co udawać, że religia jeszcze nas łączy. Być może Terlikowscy mogą się dogadywać z redaktorami „Więzi”, ale tutaj w Pobożnie nie ma już mowy o una ecclesia.

Z pasterki

Bóg kocha przedmieścia Radomia.

Stille Nacht

Po pasterce rozmawialiśmy o powszechnym zbawieniu, także dla zwierząt. Noc była cicha i chłodna, gdy nagle pod stopami znalazłem odmienny kamień bruku (taki Stolperstein). Napis na nim mokrym głosił, że tu biegła granica getta.

Długo potem przyglądałem się im na zdjęciach: one w strojach ludowych, oni w nienagannych mundurach wokół dekorowanych świerczków, nad lukrowanymi pierniczkami, śpiewający uroczyste Stille Nacht. 

O lisie

Co wieczór przychodzi na godzinę, dwie lis. Ogon ma gruby duży. Patrzę, un idzie przez podwórko. Spaceruje. Psy szczekają, ten mały, co go przywiezła. Przecież nie wygunię lisa.

O apokalipsie

Zginą Niemcy i Warszawa przepowiadają w Pobożnie. Ocaleje tylko Pobożno.

Powrót

Wróciliśmy do pustego zimnego domu. Dziecko zostało na świętach. Po co było okno otwierać? – dziwi się A. Dla choinki – odpowiadam.

Powrót (drugi)

Wcześnie, zanim nadejdą wszyscy, pan z obcym akcentem nalewa dobrej kawy na trzecim piętrze (o ile to są piętra dokąd wiozą ruchome schody). Na pocieszenie kupię  sobie rękawiczki i płytę Lany del Rey.