The Lighthouse

2000x1673_pxakw55671739838113825150.jpg
Kadr z filmu „The Lighthouse”, źródło: go.wroclaw.pl

Być może rzeczywiście w kinie potrzebuję większych wrażeń niż dawała „Zimna wojna”. W „Latarni morskiej” ich natężenie rośnie od pierwszych sekund, wypływają z kadru, rozlewając się po rzędach foteli. Coś nami szarpie, boleśnie wbija się pod żebra, zaciska na szyi. Nie da się schować, choć A. próbuje zasłaniając oczy. Demony wspomnień przybierają postać wcale nie z eteru. „The Lighthouse” jest, minuta po minucie, studium obłędu fenomenalnie rozpisanym na role.

Zresztą skoro nawet na Wyspie Tatusia Muminka (akurat jestem na bieżąco), wszyscy – za wyjątkiem małej Mi – ulegają jakiejś formie szaleństwa, to czemu się mamy dziwić tym dwóm smaganym sztormem.

Moda na filmy czarno-białe przybiera coraz wymyślniejsze formy: sama monochromatyczność już nie wystarcza. Kadry w „The Lighthouse” są więc kwadratowe a obrazy przywołują dziewiętnastowieczne fotografie na suchej płycie żelatynowej. Jeśli „Zimna wojna” była wizualnym zachwytem, tutaj mamy rozkosz.

(oceny A. i moja: po 4,0)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s