Robert Papieski, Powrót do Ravello

M.C. Escher, Lew z fontanny na placu w Ravello, 1932, źródło: wikiart.org

Rok po narodzinach Dziecka pojechaliśmy do Neapolu i na Wybrzeże Amalfitańskie (tutaj). Marynarze po wąskim trapie znosili wózek z wielkimi kołami, a my znajdowaliśmy się w kolejnych miasteczkach z widokiem na morze. Właściwie tylko jedno z nich – najmniejsze i najbardziej anonimowe – nadawało się do przebywania. Przez resztę przewalały się tłumy amerykańskich i azjatyckich turystów. Do Ravello wtedy nie trafiliśmy – musiałem zapomnieć o owym fragmencie dzienników Jarosława, inaczej pewno ganialibyśmy po miasteczku, tak jak śladami Jarosława jeździliśmy po Sycylii.

Moja droga do Iwaszkiewicza jest stroma i kręta – pisze Papieski, któremu – jako redaktorowi – zawdzięczam bądź co bądź dzienniki, od których tak wiele się zaczęło. „Powrót do Ravello” to właśnie taki osobisty esej o odkrywaniu Jarosława dla siebie. Uświadamia mi zresztą jeszcze jedną rzecz, trafiając w dość nieprzyjemny tydzień, spośród tych, które w Jarosławie są mi bliskie: bardziej niż na obronie własnych racji zależało mu na zażegnaniu sporu (s. 31). Więc jeszcze i to.

Teraz powrócimy do Ravello, jestem o tym przekonany. Zacząłem od sprawdzenia hoteli. Ten w Villa Cimbrone kosztuje za noc prawie tysiąc euro.

(Robert Papieski, Powrót do Ravello, Austeria, 2019)