Dziennik z podróży do Neapolu (4)

P1390246_400x400

(Donica w Cetarze, wrzesień 2016, źródło: a.b.)

Wybrzeże, odsłona pierwsza

Wybrzeże Matek Boskich, tych uciekających i porywanych z Konstantynopola, o których pisze Hans Belting (tutaj). Za chwilę zamkną kościół, ale widzę Jej sowie oczy, jak wypatrują, dużo dalej niż nasze.

O zgubnej literaturze

Miasteczko, do którego dopłynęliśmy było ofiarą literatów. Oni pierwsi opisywali je jako niezapomnianą perłę (dokładniej uczynił to John Steinbeck w „Harper’s Bazaar” w maju 1953 roku), potem powtórzyły to przewodniki i biura podróży. O, nieszczęśni złoczyńcy! Przepychamy się po makiecie miasta, które kiedyś było. Norman Lewis, który patronował nam w Neapolu (tutaj), teraz opowiada o zagładzie rybackiej wioski Farol (tutaj).

(Positano, 08.09.2016)

Wybrzeże, odsłona druga

Nawet Liz Taylor mogła się mylić. Daleko Amalfi do piękna liguryjskiego Pięcioziemu. Jest to Wybrzeże Miodowych Miesięcy, wypatrujemy więc ludzi w parach. Oni: perfekcyjne kurteczki nad morze, on na dziobie fotografuje krajobrazy, ona w letnim kapeluszu czyta na pokładzie, znudzona Anna Karenina. Albo oni: młody Leonardo di Caprio usiłuje rozmawiać z nią, niezainteresowaną. Ona udaje, że śpi. On teraz też, ale tak aby dotknąć jej stóp. Albo i oni: on w różowych butach i on w ciemnych okularach, wpatrują się razem w skały za oknem, symetria idealna.

Albo my.

O powtarzalności katastrofy (po raz drugi)

Równie pouczające, co Pompeje, jest Amalfi, jeśli posłuchać opowieści o potędze, która spłynęła w morze. Z dumnej republiki pozostają osły, które przynoszą z gór owoce i ser.

Sejsmika chroni przed mocarstwowymi fantazjami. Na sam koniec osły stają się magnesami na lodówkę (do pamiątek podróżnych).

Wybrzeże, odsłona trzecia

Kapitan stoi na mostku i wypatruje syren, które pojawiają się i zwodzą statki na mielizny. Syreny (bo to Wybrzeże Syren) wracają z plaży, mówią po hiszpańsku i nie śpiewają (śpiewa Dziecku autor bloga).

(Amalfi, 09.09.2016)

C.

Boję się pisać o C. Mieszkańcy C. też się boją, stają się nerwowi, zakazują kusych strojów na spacerach, a trapy promów stawiają prawie na sztorc, żeby nikt nie wysiadał. Bo C. jest prawdziwa. O dobry połów modlą się tam do świętego Piotra, który wciąż podrzuca ryby do sieci. Wiedzą, że któregoś dnia może się to skończyć, barbarzyńcy z aparatami zajmą C. i przerobią w pocztówkę. Więc o C. tylko po cichutku.

(Cetara, 10.09.2016)

Dodatek. Porady dla podróżujących z dziećmi. POSITANO. O ile transport promem nie sprawia trudności, o tyle zatłoczone i pełne schodów miasteczko już tak. Poruszanie się wózkiem jest poza wybrzeżem niemożliwe, toteż podróż z małym dzieckiem nie wchodzi raczej w grę. AMALFI. Załoga promów jest pomocna we wprowadzaniu wózka na pokład (nie ma opłaty bagażowej). W Amalfi schodów jest mniej, spory jest za to ruch samochodowy. CETARA. Promy do C. są niewielkimi stateczkami, trudno wnieść wózek po trapie. Może się również nie zmieścić w drzwiach do kabiny. Poza tym miejscowość jak najbardziej do zwiedzenia z dzieckiem. Plaża łatwo dostępna, choć kamienista.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s