
Wacław Oszajca nie jest dla mnie zwyczajnym autorem. Prawdopodobnie jest pierwszym poetą, którego zobaczyłem na własne oczy i pierwszym poetą w ogóle, nie licząc Brzechwy i Tuwima. Jeśli się zastanawiam to jest też pierwszym moim teologiem, który stawiał pytania wykraczające poza lekcje religii, na których zawzięcie kolorowaliśmy kolejne obrazki. To wspomnienie tak mi się wbiło w pamięć, że wydaje się nie do wymazania (miałem wrażenie, że to była jesień lub zima, tu się pomyliłem): jestem z tatą, salka u wizytek przy placu Wolności, oczywiście, że w Lu., ksiądz poeta wpisuje mi dedykację:

Kiedyś zobaczyłem go na Rakowieckiej, musiał iść od pętli tramwajowej, na początku studiów – byłem tutaj nieśmiałym prowincjuszem, tam za to tym, który opuścił i wyjechał – i poczułem, że koło się zatoczyło (myślałem zresztą tak jeszcze kilka razy, w różnych sytuacjach, ale to tylko uspokajające złudzenie).
(dość osobistych wynurzeń, skoro chodzi o książkę)
W polskim martwym Kościele jest ich naprawdę niewielu: kapłanów, którzy wychodzą poza schemat, którzy rozumieją, co się dzieje. Większość woli uciec w nar-katolicyzm albo w narcyzm. Próba, jakiej zostaliśmy poddani w trakcie kryzysu uchodźczego zakończyła się totalną porażką polskiego Kościoła. Biskupi zresztą raczej niewierzący a Kościołem rządzi nieżyjący papież: wstydem dla polskich uczelni państwowych jest to, że nie zauważają potrzeby studiowania dorobku intelektualnego, naukowego Karola Wojtyły, czyli Jana Pawła II – dotyka on nie tylko kwestii teologicznych, ale też filozoficznych, antropologicznych, geopolitycznych – twierdzi wiceminister kultury. Tymczasem Kościół jest rzeczywistością żywą, od paru lat trwa inny pontyfikat, w dodatku dosyć rewolucyjny. Wśród tych niewielu jest Oszajca, doskonale rozumiejący Franciszka i jego wizję Kościoła.
Franciszek jest nie tyle nierozumiany, co z premedytacją ignorowany. Główne media, które deklarują przywiązanie do Kościoła (a nawet, co się zdarza, tłumacze polskiej sekcji watykańskich wiadomości) świadomie pomijają to, co mówi. A ważnych rzeczy, o których się wypowiada jest ciągle pełno. Choćby w ostatnich dniach: bardzo ważne słowa dotyczące państwa prawa i rosnącego populizmu, czy szacunku dla prostytutek. Polski episkopat z zatkanymi uszami tymczasem szykuje Jana Pawła II na doktora Kościoła.
Dlatego ten wywiad leje miód na skołatane serce człowieka, który patrzy z mieszaniną przerażenia i smutku na to polski Kościół. Oszajca mówi bowiem językiem obcym dla znacznej części polskich hierarchów, rzekomo religijnych publicystów i polityków deklarujących co krok swoją wiarę, to znaczy językiem Ewangelii. Jak się zastanowić to przykre, że coś, co powinno być regułą, jest wyjątkiem.
Dosyć odkrywcze jest też stwierdzenie jezuity o tym, że polska religijność przesiąknięta jest strukturą feudalną, stąd rola pośredników (s. 71) zarówno na poziomie niebiańskim, jak i ziemskim. Laicyzacja – w tej perspektywie – wynika z niedopasowania tego rodzaju pobożności do zmian zachodzących we współczesnym społeczeństwie. Kościółkowi (jak mawia Jo.) apologeci lania dzieci tak naprawdę bronią tego, że Ojciec rozgniewany siecze, a szczęśliwy, kto się do Matki uciecze. Związek z tak pojmowaną, wypaczoną religią ma zapewne polska słabość do autorytaryzmu.
Polski katolicyzm boi się zaufania sumieniu (zresztą powtarza to także ojciec Wiśniewski), tego kroku, którego wymaga w swoim nauczaniu Franciszek. Woli zakazy i nakazy, głos wewnętrzny najlepiej zastąpiłby ustawą.
„Innego cudu nie będzie” powinni czytać ci, co się wahają – zostać czy trzasnąć odrzwiami, na których zbyt długo nie wisiały żadne tezy.
(Wacław Oszajca SJ, Damian Jankowski, Innego cudu nie będzie. Rozmowy o wierze i niewierze, WAM 2019)

1 Comment