Katarzyna Kobylarczyk, Strup

de541cb6-0517-43b4-900d-105fc0aa7eb6
Joan Miro, plakat „Aidez l’Espagne”, 1937, źródło: tumblr.com

Mniej więcej w tym samym czasie:

  1. z Doliny Poległych odleciał helikopterem trup caudillo ostatniej krucjaty (kibicowałem mu przed monitorem),
  2. ojcowie franciszkanie z Niepokalanowa, przypomniawszy sobie o dumnych tradycjach świętego Maksymiliana (por. tutaj), popłakali się nad bezczeszczeniem zwłok tego obrońcy wiary (patrz pkt 1),
  3. ukazał się „Strup”.

Chyba jakoś w okolicach listopada w kościołach czyta się Ezechiela. Ten fragment o ożywających kościach w dolinie, w której jest ich pełno. I nie mogę się od tego Ezechiela oderwać, bo już na pierwszych stronach autorka zamiast ofiar liczy pojedyncze kości, idące w tysiące i miliony. Kości z pól, rowów, studni, nigdy nie pochowane kości z czasów terroru.

I kiedy latem jechaliśmy tą piękną drogą przez Andaluzję, tą, wybraną zamiast autostrady, gdzie krajobraz falujący, białe bramy hacjend i intensywne słoneczniki, to może właśnie była ta dolina, ta z której mają wstać kości. Powstał szum i trzask.

Zginęli, bo byli czerwoni, rojo. Jak pojemna to kategoria dla prawicowego umysłu, można przekonać się dokonując przeglądu codziennej polskiej prasy. Katarzyna Kobylarczyk pisze: po wojnie sam przymiotnik „rojo” będzie się ludziom źle kojarzył. Na wszelki wypadek będą go unikać. W użyciu znajdą się zamienniki: colorado, bermejo, encarnado – „zaczerwieniony”, „rudawy”, „w kolorze mięsa” (s. 22). Jest jeszcze czerwona zaraza, w której rozpoznajesz ten sam język, którego używa arcybiskup Krakowa, wierny sympatyk rządzącej partii.

Fascynacja Franco i jego ideą jest w Polsce poniekąd chorobliwa, zwłaszcza jeśli chodzi o model stosunków państwa i Kościoła: ten sam splot, który owoce przyniósł dopiero w epoce Zapatero, pozostawiając pustymi hiszpańskie kościoły. Jeśli autorytaryzm – na krótko – ziściłby się nad Wisłą byłby właśnie taki: klerykalny i pełen frazesów: Bóg, Ojczyzna, Król (króla wymienimy na honor). Zarówno Jędraszewski na krakowskim stolcu, jak i Kolbe – w niebie – byliby zachwyceni.

Autorce udaje się uniknąć pisania hagiografii rojos. To bardzo ważne, bo pokusa jest silna, biorąc pod uwagę dominujący w naszym kraju dyskurs, na który chce się ze złością odburknąć macie swojego Franco! Znowu obrazek podróżny: biały krzyż na zboczu nad pasem startowym Barajas: to w grobach pod nim leżą ofiary republikańskiego terroru w Madrycie.Ich kości liczy się w tysiącach.

(Katarzyna Kobylarczyk, Strup. Hiszpania rozdrapuje rany, seria „Sulina”, wyd. Czarne, październik 2019)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s