Marcel Proust, Śmierć katedr, Eperons-Ostrogi 2018

monet_catedral_web (1)

(Claude Monet, Katedra w Rouen, 1892-1894, źródło: pinterest.com)

Chorał witraży, koron jarzenie.
świec stu tysięcy płonące języki
wzburzą w powietrzu ów pył kolorowy,
który tak płasko laicyzują
malarze post-impresjoniści…

Wrażenia Aleksandra Wata z paryskiej katedry są łudząco podobne do tych, o których pisze Marcel Proust.

Tyle, że ton jego artykułu, który ukazał się w „Le Figaro” w sierpniu 1904 roku a teraz został opublikowany w koszmarnie wydanej książeczce (zwróćcie proszę uwagę na jakość ilustracji z widocznymi pikselami), jest zaskakujący. Marcel Proust wzywa do obrony katolicyzmu przed zakusami socjalistów, dążących do uchwalenia (co nastąpiło w grudniu 1905 roku) ustawy o rozdziale państwa i Kościoła. Ten ton jest bliski homiliom naszych biskupów, gdy plotą swoje androny o zarazie i zagładzie.

Nie da się oprzeć wrażeniu, że Proust śmierć katedr postrzega w kategoriach estetycznych. Cytowany przez niego opis liturgii jest teatrem, przepięknym, ale jednak teatrem.

A my doczekaliśmy się śmierci katedr. Wbrew wizjom Prousta nie nastąpiła ona jednak z powodu przepisów prawnych: katolicyzm nie obumarł wraz z rozdziałem państwa i Kościoła. W Polsce widzimy jak ładnie obumiera, gdy takiego rozdziału nie ma, a partia i Kościół zlewają się w jeden twór. Katedry, nie wspominając o wiejskich kościółkach, na Zachodzie stoją zamknięte, bo zniknęła wiara, której naczyniami były owe budowle.

Kiedy po raz pierwszy znalazłem się w katedrze Notre Dame nie miałem w sobie zachwytu. Po jej wnętrzu przewalały się tysiące osób, robiących zdjęcia, wymieniających uwagi, pokazujących sobie rzeźby i witraże. Gdzieś w bocznej kaplicy odprawiano mszę, taką szybką i cichą jak bywają msze dzisiaj. Było nas na niej ze dwadzieścia osób wobec tych tłumów z aparatami i kamerami. Coraz częściej jestem w tłumie, podziwiając wzniosłe piękno, i zupełnie zapominając komu służyło.

Zostajemy więc z setkami nieużywanych domów bożych, kiedyś stanowiących istotę tego, czym byliśmy. W opustoszałych klasztorach ostatnie jeszcze siostry staruszki sprzedają ciasteczka. Z dachówek zaczynają wyrastać niesione wiatrem chwasty. Nawet te najnowsze betonowe świątynie, które rosły na Zachodzie po II wojnie światowej, coraz częściej są burzone jako niepotrzebne budowle. Czasem sentymentalnie wspomni ktoś dźwięk dzwonów odmierzających dawniej ludzki czas.

Śmierć katedr następuje z zapomnienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s