Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet, Czarne 2018

Hashiguchi_Goyo_18801921_Combing_Hair_Japan_1920_Woodblock_printHMA

(Hashiguchi Goyo, Czesanie, 1922, Honolulu Museum of Art, źródło: wikimedia.org)

Wydawało nam się, że o Japonii wiemy bardzo dużo, ale Karolina Bednarz udowodniła, że właściwie nic. Pojedyncze obrazki: pędzący szinkansen i najnowszy sprzęt komputerowy (chociaż to raczej obrazek z mojego dzieciństwa, gdy japońskie roboty pokazywano w „Sondzie”); tradycyjne Japonki w kimonach i pod papierowymi parasolkami (obrazek do powielania jak na święcie wiśni na granicy Berlina, gdzie Japonki się udaje); czystość poezji i sztuki (ten nieosiągalny ideał zamienienia chwil w znaki); wielkie oczy Czarodziejki z Księżyca (i inspirujące Picassa grafiki z perwersyjnymi ośmiornicami). Japonia: połączenie ciekawości i fascynacji. Od XIX wieku Europejczycy stale starają się ją zrozumieć.

Nie inaczej tutaj. Dla czytelnika autorka jest tricksterem, osobą, która jako jedyna potrafi odczytać ciągi znaków, przetłumaczyć obcą kulturę na znajomy język. Ogromne ryzyko: czytelnik musi jej zaufać, a to zaufanie pociąga za sobą zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń, zupełnie inne odczytanie kraju. Nie da się „Kwiatów w pudełku” tak po prostu przerzucić, za bardzo ingerują w nasze utarte sądy.

Żaden z posiadanych przeze mnie w umyśle obrazków tutaj nie pasuje. Opowieść o japońskich kobietach to historia dyskryminacji i wykluczenia, historia społecznego napiętnowania. Bednarz pokazuje Japonię z różnych perspektyw – jest i korporacja, i galeria sztuki, i zatłoczone tokijskie metro, tworząc wcale nie wesołą panoramę. To nic, że po torach pędzi maglev, skoro stosunek do kobiet bliższy jest przedwojennej polskiej wsi. Tak przynajmniej zdaje się twierdzić autorka, a czytelnik – jak już wspomniałem – nie ma szansy by podważyć to, o czym pisze.

Najbliżej reportażu jest kino. Przypominam sobie z czasów, kiedy jeszcze oglądaliśmy, te japońskie smutne historie. O jednej z nich pisze zresztą Bednarz: film o trądzie, który akurat mi wydał się nazbyt patetyczny.

O tym, że przeczytałem uważnie, niech świadczy to, że spodobała mi się niesamowicie dedykacja w ostatnim akapicie, fragment osobisty: że cierpliwie słuchasz moich kilkugodzinnych przemyśleń o niszowej książce, którą przeczytałam – bardzo zazdroszczę takich słuchaczy.

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s