Alvaro Ortiz, Murderabilia, Timof i cisi wspólnicy 2018

Czyli o pisaniu blogów i autentyczności

Miałem bloga… Ale wyszły z mody i każdy inny dureń też miał swojego – mówi Malmö, główny bohater „Murderabiliów”. Trzynaście lat już autor bloga snuje się po sieci, rzeczywistość zamieniając w rodzaj grafomanii i podobnie jak Malmö, ulegając prokrastynacji. Kiedyś napiszę coś poważnego.

(Spojler) Rysunki w „Murderabiliach” przypominają komiksy dla dzieci, ale już na drugiej stronie orientujemy się, że to fałszywy trop. Cała historia zresztą świetnie sprawdza się jako anegdota, bo po pierwsze, można dyskutować o kotach – jak mówiła moja prababcia: kot umarłego ruszy, pies nie (treść komiksu potwierdza powyższą tezę), po drugie – zaczynasz się zastanawiać nad rynkiem narzędzi zbrodni (o tym mowa w komiksie), a potem nad eksponatami widzianymi w muzeum. To błyszczące ostrze szpady z osiemnastego wieku, w czyich wnętrznościach zanurkowało? Ten urwany list z okopów, kto go nie dokończył? Te onuce włoskich żołnierzy, znalezione w Alpach, kto w nich zamarzł?

Stoi za nami potrzeba autentyczności przeżycia, dotknięcia rzeczy ostatecznych. I choć będziemy się zarzekali, że naszym głównym celem jest głębsza refleksja, to i tak zawsze bliżej nam będzie do tłumu gapiów na miejscu nieszczęścia.

W obecności przedmiotów nasz triumf jest niezaprzeczalny, chociaż na chwilę: my nadal żyjemy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s