Anna Bikont, Helena Łuczywo, Jacek, Agora – Czarne 2018


(fot. Janusz Fila/Forum, źródło: https://www.tygodnikpowszechny.pl)

Jednym ze schematów fabularnych, jakie pojawiają się w żywotach świętych pańskich jest  nawrócenie grzesznika. Oto wierny żołnierz imperatora, spotyka na drodze żebraka i ofiaruje mu połowę płaszcza, a następnie – dodatkowe perypetie – staje się biskupem. Szczery i gorliwy komunista (co nie jest zawsze równoznaczne z wiernością partii), który chciał zmienić świat, idzie do więzienia i odkrywa, że do tej pory się mylił, że trzeba zacząć inaczej, że najpierw potrzebna jest wolność.

Wbrew powyższemu wstępowi, biografia Jacka Kuronia nie jest pisana jako hagiografia: już za to jej autorkom należy się wdzięczność. Nie ma w niej również niepotrzebnego patosu, dumy i wysokiego C. Jest bardzo szczerą opowieścią o człowieku, który nie potrafił udawać. Ale być może właśnie ta szczerość (wobec własnej nie do końca szczerości) sprawia, że zdjęcie Jacka Kuronia (ba, obrazek z Kuroniem) postawiłbym chętnie na własne biurko:

Bohater to ten, który musi dokonywać radykalnych wyborów. Spoglądanie przez okno nie jest bohaterstwem, podobnie jak zaciąganie zasłon. Jacek Kuroń pozwala dostrzec małość własnego oportunizmu, tego życia-na-niby, skrótów i łatwizn, które okazują się mieliznami. Tęsknię czasami do minionego swojego idealizmu.

Odejście od hagiografii oznacza opisywanie tychże wyborów. Oglądając jak wiele ich wszystkich dzieliło, jak ogromna była nieufność i jak łatwo było popaść w małość, po raz kolejny stwierdzam, że bezkrwawy rok osiemdziesiąty dziewiąty to było jakieś niesamowite zaprzeczenie polskiemu fatum, wciąż niedoceniane. (I niesamowite to było pokolenie, w którym – obok Kuronia – Edelman, Geremek, Mazowiecki, Modzelewski od bułeczek. Nigdy nie było tak pięknej plejady – słowa Miłosza pasują tu najlepiej).

Bo przecież mogliśmy ulec polskiej ohydzie, która bulgocze i co jakiś czas – jak udowadnia „Jacek” – wypływa (Krzyczeli „Zdrajcy”, „Agenci”, „Żywi stąd nie wyjdziecie”, „Won do Izraela”, s. 357; Słowa: Polska, polski, Polak padały w czasie kilkugodzinnych wrzasków, s. 414). Dziś jej wartki nurt napędza rządowe młyny, przekreślając dzieło owego roku sprzed blisko trzydziestu lat. Na moim biurko leży papier, na którym ktoś pozostawił swoje wymiociny: Lechowi Kaczyńskiemu przeszkadzali w jego dziele różni Kuroniowie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s