Dziennik pisany w listopadzie (odc. 3)

21.

Wielka wojna, „Teksty drugie” Doskonały (i kupiony w Krakowie) numer „Tekstów drugich” o wielkiej wojnie. Zaczytuję się nim i wypisuję cytaty:

Człowiek zaczynał już mieć po uszy tych bohaterów. Prawdziwi bohaterowie byli martwi! A ci tutaj, też mi bohaterowie, akurat! (P. Lemaitre, Do zobaczenia w zaświatach, s. 157 w: „Teksty drugie”, s. 32)

Fotografia (…) również zamyka w potrzasku wydarzenie podczas jego wydarzania się, uniemożliwiając jego przemianę w pamięć (U. Baer, Spectral Evidence. The Photography of Trauma, s. 9 w: j.w., s. 38).

Co do odwagi, patriotyzmu, ofiary, śmierci, zostaliśmy oszukani i gdy tylko po raz pierwszy znaleźliśmy się pod obstrzałem, natychmiast stało się dla nas jasne kłamstwo anegdoty, historii, literatury, sztuki, opowieści weteranów i oficjalnych dyskursów (J. Norton Cru, Témoins, s. 13-14 w: j.w., s. 98).

Wojna nie jest opowieścią. Wojna to niemoc życia, mówienia, pisania (C. Barreau, Comment faut-on l’amour pendant la guerre?, s. 9 w: j.w., s. 112).

Amnezja jest procesem, który skutecznie otwiera możliwość powtarzania się wojny. (…) Polityka historyczna jest de-formacją pamięci. Mniej interesuje ją przeszłość jako ostrzeżenie będące źródłem pożądanego namysłu; znacznie bardziej zajmuje się przygotowywaniem i narzucaniem gotowych rekonstrukcji przeszłych zdarzeń jako instrumentu politycznego kreowania teraźniejszości. (…) nie pojednanie a generowanie potencjalnych konfliktów/wojen będzie zadaniem [polityki historycznej] (T. Sławek, Ciemne światło wojny, j.w., s. 171).

Wyłania się z tych cytatów przestroga przed wszelką polityką grającą na emocjach i odrzucającą namysł nad sensem, a czymże innym jest wszelka chwalebna polityka, tak lubiana przez rządzących? Już przy okazji konfliktu o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, autor bloga zapisywał, że celem nowej władzy jest odrzucenie stwierdzenia, że wojna jest zła (co pokazywała pierwotna ekspozycja). Kiedy zapomina się o tym, czym jest wojna, następuje jej złudna idealizacja. A my tutaj podatni jesteśmy na idealizację.

22.

Z Dzieckiem w kosmosie. Tymczasem rakieta bez ludzi ląduje na Jowiszu: Dziecko pokazuje mi swój kolorowy rysunek (obaj czekamy na poniedziałkowe lądowanie na Marsie). Wracamy razem do domu, gdzie czeka korona z wystawy o Maciusiu. Nie chcesz być królem? – pytam. Nie, chcę być po prostu mną – odpowiada Dziecko. Może wyrzucem koronę do śmietnika?

23.

Jak dzieci. Lektury i wystawy splatają się ze sobą. Opowieść o Korczaku w „Polin” to przecież historia dziecięcej Rzeczypospolitej, w której dzieci ustanawiają i egzekwują prawa. System kartek pamiątkowych (kilka z nich można obejrzeć w gablotkach), dziecięce sądownictwo – to wszystko bierze się z głębokiej wiary Starego Doktora w szlachetność dziecka. Tak samo dzieciom ufa Jacek Kuroń, wtedy, gdy tworzy walterowców i dzięki nowemu wychowaniu chce zmienić świat. Wspólnota własności, wiecowość (przy czym to wiec, grupa ustala kary i nagrody), wreszcie prawo najmniejszego, poprzez wszystko to Kuroń-wychowawca stara się zorganizować lepsze państwo (wzór jego drużyny w sposób siłowy narzucany jest całemu harcerstwu). Ale tak naprawdę utopia dziecięcej władzy – na serio – realizuje się w rewolucji chińskiej, o której pisze Dikötter, realizuje się z całym okrucieństwem i nienawiścią (bo okazuje się, że nie są owe dzieci tak niewinne jak zakładano; ba, bardziej bezwzględne są od dorosłych).

Napisy. Tania odzież w Łodzi nazywa się Mogadiszu.


(Henry Darger, The Story of the Vivian Girls, in What Is Known as the Realms of the Unreal, of the Glandeco-Angelinian War Storm, Caused by the Child Slave Rebellion (fragm. jednej z grafik))

Wielka Wojna, Muzeum Sztuki w Łodzi. O tym, że Wielka Wojna przeorała w sposób dosłowny i przenośny kontynent europejski, na tej wystawie dowiadujemy się naocznie. Lektura „Tekstów drugich” przydaje się dla zrozumienia kontekstu. To, co dla nas oczywistością stało się po II wojnie – brak języka i sztuki dla wyrażenia wojennych okropieństw – w Europie Zachodniej zaczęło się wraz z Verdun i Sommą.

Można w niej dostrzec, że kultura europejska XX wieku wciąż zmagała się z traumą tamtej wojny. Przykładem choćby skecze Monty Pythona, które nie są niczym innym jak absurdalną wariacją na temat bezsensu Wielkiej Wojny. Dokument z musztrą dla ofiar shell shocku, która ma wrócić im utraconą psychiczną męskość, zostaje przetworzony w filmowanej niemal pięćdziesiąt lat później monty pythonowskiej musztrze wykonywanej damskimi ruchami.

Muzeum Sztuki wykonało kapitalną pracę, chcąc przypomnieć nam opowieść o wojnie, w której po obu stronach frontu wzięło udział blisko trzy miliony Polaków. Brakuje mi tylko, pośród imponującej kolekcji obrazów, grafik, rzeźb i filmów, prac dwóch ofiar tamtej światowej: Augusta Macke i Franza Marca.

24.

Warzywa. Czy czujesz w mojej torbie pora? Dopytuję w kawiarni, dopytuję na chaczapuri, czuję pora nawet w tramwaju (choć wiele innych rzeczy można w tramwaju poczuć). Jadą moje warzywa przez całe miasto ze mną, odkąd nie mogą w bagażniku.

Pigwa_400x400
(Pigwa, Hala Mirowska, 24.11.2018)

Owoce. Przy stole siedziały starsza pani z Konstantynopola i wspomniana już mieszkanka Algarve. Ustalały, który jest najbardziej śródziemnomorskim z owoców. Okazało się, że pigwa, nie dowierzałem, szukałem w słowniku, szukałem na targu. Mienią się pod halą żółte i dojrzałe, małe Morza Śródziemne.

25.

Krzycząc: Polska!, Muzeum Narodowe w Warszawie. Spośród wystaw przygotowanych z okazji stulecia odzyskania niepodległości, ta jest najgłębiej ironiczna. Zaczyna się od wielkich na dwa piętra plakatów z marszu niepodległości przedstawiających młodzieńców z racami (pewien polityk opozycji odczytał to zdjęcie jako propagowanie faszyzmu. Zapewne nie zdołał zajrzeć dalej, bo może wtedy pojąłby jak bardzo ta wystawa sprzeciwia się oficjalnemu rocznicowemu dyskursowi).

Jest na niej to wszystko, co wypychane jest z dzisiejszej pamięci. Nie ma za to odpowiedzi na pytanie zadawane przez Boga z wiersza Słowackiego, tego, który użyczył tytułu wystawie: Polska? Jaka? Autorzy wystawy zdają się sugerować, że nikt na to pytanie nie odpowiedział, że – być może – oprócz lirycznego Boga, nikt go dotąd też na serio nie zadał. Przyzwyczajeni jesteśmy do banalnych odpowiedzi, podręcznikowych definicji, nawet Dziecko wkracza do muzeum śpiewając hymn.

Witają nas kadry z „Wesela” Wyspiańskiego/Wajdy, jeszcze jednej ironicznej opowieści o polskiej niemocy. Kolejne sale są jak kozetka psychoanalityka, na której leży Polska. Rok 1905 – wymazana cała historia rewolucji, uprzednio przygarnięta przez ludową ojczyznę ze słynnym „Strajkiem” Lentza (znaczek z okazji któregoś zjazdu PZPR). Groza Wielkiej Wojny – o ile łódzkie muzeum opowiadało o nowych formach wyrazu w zetknięciu z grozą, na tej wystawie opowieść jest klasyczna. Przejmujące obrazy okopów, grafiki z wronami nad wystającą ze śniegu martwą ręką, nic heroicznego (w obu muzeach powtarzają się dwie grafiki, w tym ta z suplikacją Skoczylasa). Zabójstwo Narutowicza – na całej ścianie wielkie zdjęcie elity rządowej z 1935 roku, stojącej (ze wstydem?) przed portretem pierwszego prezydenta. Wreszcie kult jednostki – przerażająca sala maszkar o rysach Piłsudskiego ze szkicami projektu mauzoleum, którego mógłby pozazdrościć sam Franco.

Z każdą salą Polska cię coraz bardziej przytłacza. A. się nie podobało (zachwycił ją dopiero Romuald Gutt przecznicę dalej): rzeczywiście sale wystaw czasowych Narodowego narzucają pewną schematyczność ekspozycji. Ja zachwycałem się linorytami: grafiki na wystawie są naprawdę warte spojrzenia (jak choćby seria Stefana Szmaja).

Kiedy zauważa się, że dobra zmiana usunęła dyrektora muzeum, będącego równocześnie kuratorem „Krzycząc: Polska!”, ironia nabiera jeszcze większej siły. Kolejne sale każą się zatrzymać, każą porzucić hałaśliwy – jakże ceniony przez władze – „patriotyzm” i odpowiedzieć w sumieniu na pytanie: jaka?

 


(Odsłonięcie portretu Narutowicza w gmachu „Zachęty”, 1935)

(Na tej wystawie rozmawiamy z M. o szrapnelach: może to nie wypada toczyć tak poważnych dyskusji, ale oboje  – inne pokolenia – boimy się wojny. Dziecko za to docenia krajobraz z okopami, zasiekami i szubienicę na wzgórzu, mimo że powtarzam: nie wolno bawić się w wojnę, pamiętaj).

Postscriptum [Ciechocinek,] ta śródlądowa „miniatura morza południowego” była chlubą II Rzeczypospolitej. Ucieleśniała bowiem (…) tożsamość narodową (W. Affelt, A. Nocna, „Modernizm w Europie. Modernizm w Gdyni”, Gutt Architecture).

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s