Joanna Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego, Marginesy 2018

Hammershoi768x959_1_400x400
(Victor Hammershøi, Wnętrze. Służąca nakrywająca do stołu, 1895, kol. pryw., źródło: https://www.daxermarschall.com)

Zniknięcie ze społecznej pamięci ponad ćwierć miliona osób jest równie tajemnicze jak zniknięcia, które zauważył i opisał w „Prześnionej rewolucji” Andrzej Leder (ludności żydowskiej oraz wywodzącej się ze szlachty klasy średniej kluczowej dla przedwojennego państwa). Tego, co dostrzegła Joanna Kuciel-Frydryszak – co zupełnie nie powinno dziwić – Leder nie zauważył. Niedostrzeżone zniknięcie anonimowej rzeszy kobiet – anonimowej, bo własnych imion zwykle nie miały: panie mówiły o nich Kasia albo Marysia.

Jeśli przyjrzeć się bliżej miastom, można dostrzec ich ślady. Autorka zagląda do kamienicy na 3 Maja w Lublinie: jak w wielu domach obok głównej klatki schodowej, jest też klatka kuchenna. Dla nich, tajemniczych zaginionych, służących do wszystkiego.

Nie wierzę, że ta książka wywoła ogólnonarodową debatę, chociaż powinna. Wszyscy starają się przyznać do przodków z herbami. Do służących nie chce przyznać się nikt. Zresztą zapewne nie jesteśmy ich potomkami: zwykle nie udało im się założyć rodziny. Po anonimowym życiu następowała anonimowa śmierć.

Ignorowanie ich istnienia łączyło ludzi ponad podziałami politycznymi, kulturowymi i społecznymi. Pozostaje literatura, czyjeś wspomnienia, kadry z przedwojennych filmów. Wszystko to pieczołowicie zbiera autorka, łącznie z ocalałymi fotografiami, wycinkami z gazet i cytatami z podręczników (które owszem, obecne są na polonie). Próbuję znaleźć ilustrację do wpisu: prawdziwa rzadkość odnaleźć służącą.

Wychowałem się w późnym Peerelu, w czasach, w których kobiety gotowały (zmieniło się to dopiero w kolejnych dziesięcioleciach XXI wieku), toteż ze zdziwieniem się dowiaduję, że kobiece gotowanie to pomysł socjalistyczny. Przedtem nie było robotów kuchennych, były za to żywe roboty – służące. „Nie wiem, czy przez ten miesiąc nauczyłabym się dobrze gotować, wszakże nie umiem sporządzić najprostszej potrawy, a przy tem w zupełności sług zastąpić nie mogę. Nie umiem sprzątać, nie mogę szorować – bo jestem zbyt wątła”  (…) Rolą pani domu z klasy średniej nie jest ani sprzątanie, ani gotowanie, a nadzór nad służbą. Czasem komponowanie menu, z rzadka zakupy, a jeśli już, to odzieży i wyposażenia domu (…) Pani ma i tak mnóstwo roboty z zarządzaniem służbą, po co miałaby uczyć się gotować? (s. 56) Historia gotowania jako czynności domowej, wykonywanej przez domowników, nie jest więc w Polsce długą historią: ma sześćdziesiąt, może siedemdziesiąt lat a gotowe placki ziemniaczane, które kupujemy w kerfurze i wrzucamy na zieloną patelnię, stanowią – jak się okazuje – jej klamrę.

(Dopisane: Babcia Z. co rano szorowała progi do połysku).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s