Ernst Jünger, Wybór esejów o słowach i drzewach, Aletheia 2017


(Vincent van Gogh, Droga w Etten, 1881, The Metropolitan Museum of Art, źródło: https://www.metmuseum.org/toah/works-of-art/1975.1.774)

Najlepsze, co mnie spotkało w tym tomie to był opis listopada, lepszy nawet niż u Tove Jansson. Brzmiał mniej więcej tak (i tak cztery strony):

Każdej jesieni przybywa anioł melancholii. Powinniśmy składać mu ofiary zamiast go unikać. To jeden ze sposobów celebrowania misterium śmierci: także umieranie trzeba ćwiczyć. Owoce dojrzewają i są zbierane; liście czerwienieją i opadają. Wrony gromadzą się i krążą stadami nad łysym polem. Dni są coraz krótsze, wieczór zapada wcześniej (s. 135).

Poczułem, że autor mówi właśnie do mnie, bo anioł mnie nawiedził jeszcze w październiku. A reszta – reszta to były różne płynne rozważania, nie sposób je wszystkie wymienić, jak choćby to – przemyślenia niegroźnego fantasty – o tym jak brzmią samogłoski.

Uwagi miały formę krótkich wpisów, takich, które pasowałyby na bloga (ale blogi wyszły z użycia) albo jako statusy na fejsbuka. I parę z nich rzeczywiście wymaga jakiegoś własnego odniesienia.

Zapach kwiatów nie został stworzony dla nas, chociaż nim się delektujemy (s. 108): dosyć opornie idzie odrzucanie antropocentryzmu, ale to drobne odkrycie Jüngera jest dla mnie rewolucyjne. Nie dla nas. Bez nas też by pachniały, choć to my je nazwaliśmy, poklasyfikowaliśmy i opisaliśmy: one nas nie potrzebują. Jeśli któregoś dnia my się rozpłyniemy, one nadal będą pachniały (ale – czy zapach nie wymaga kogoś, kto go poczuje. Czy nie istnieje, dlatego, że my istniejemy?)

Domy Chirica są puste, to wydrążone krypty, w których brakuje tylko zmarłego (s. 291). Odkrycie de Chirico miało dla mnie związek z monotonią, może nawet smutkiem lata, które nic nie zmienia (w przeciwieństwie do tamtego lata z czereśniami, które zmieniło wszystko), ale nie ze śmiercią. Spoglądam teraz na puste ulice de Chirico i uważnie wypatruję, czy śmierć się w nich nie pojawia.

Fotografia (…) utrwala znaczenia opróżnione z sensu (s. 297). Jünger manifestuje przeciw fotografii. Sens jest w pamięci a obrazkowy zapis jest tylko zniekształceniem, martwotą. Niemniej, to właśnie zdjęcie udowadnia cudze istnienie. Dlatego od połowy XIX wieku zaczyna się istnienie ludzi: przedtem jest tylko domysł, że byli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s