Małgorzata Czyńska, Berezowska. Nagość dla wszystkich, Czarne 2018

MajaiRoza_400x400
(Maja Berezowska w swoim ogródku działkowym, źródło: http://www.ogrody-mokotow.org/maja-berezowska)

Ulica Wołoska należała do moich wczesnowarszawskich arterii. Ze sto dziewięćdziesiąt dwa oglądałem ciemny Mokotów, nieco przypominający lubelską Marchlewskiego. (Dziś całkiem blisko mieszka M.: gdyby rzecz działa się z pięćdziesiąt lat temu sąsiedztwo miałaby zacne (por. s. 154)). W owych czasach kiedy jeździłem Wołoską, posługiwałem się mapą Warszawy, na której jakiś kartograf zaznaczył w jednym z bloków muzeum Mai Berezowskiej (nigdy nie sprawdziłem, czy istnieje naprawdę, ale wiele razy miałem to w planie).

Przyglądam się jej erotycznym grafikom, które zupełnie mnie nie gorszą (autora bloga ciężko zresztą zgorszyć, gdyby jako majętny książę posiadał sekretny gabinet zakazanych dzieł sztuki, nie byłoby w nim bohaterki książki). Więcej: ich przesadzona forma (te wielkie oczy, te rzęsy!) pozbawia rysunki jakiegokolwiek napięcia. Nie ma u Berezowskiej cielesnej prawdomówności, którą znaleźć można u Schielego albo Rodina. Tutaj erotyzm wygląda na rodzaj pastiszu. Bliżej jest tym szkicom do baśniowych ilustracji Szancera.

O wiele ciekawsza od obrazów jest dla mnie sama biografia. Pisana w sposób, który trudno mi zdefiniować. Autorka daje bowiem priorytet toczącej się historii, fakty (takie jak daty i miejsca) pojawiają się niejako na marginesie, wspominane, a nie omawiane. Bez nich biografia – jak się okazuje – może się obyć. Zaczyna się od Szymanowskiego (a dotychczas Szymanowski był dla mnie nierozłącznie związany z Jarosławem, którego tutaj w ogóle nie ma), poprzez literackie stoliki przedwojennej Warszawy, Paryż, Pawiak i Ravensbrück, aż do stołecznej bohemy z czasów socjalizmu (epizod w mieszkaniu na Wołoskiej pojawił się u Ryzińskiego w „Dziwniejszej historii”, pierwszy impuls, żeby kupić wydaną właśnie biografię).

Jest wreszcie Maja Berezowska patronką ogródków działkowych. Fascynujący jest ten rozdział, z którego dowiedzieć się można, że w latach pięćdziesiątych paprykę określano jeszcze jako pieprz turecki (tutaj), a także o tym jak Berezowska – zaangażowana działkowiczka – sprowadzała sadzonki z kraju i zagranicy (to także bliski mi rozdział, u I. i H. pod starym radiem piętrzyły się numery „Działkowca”; jako pierwsi posadzili – ku zdziwieniu sąsiadów – oberżynę; wreszcie to z nimi jeździłem do Instytutu Ziemniaka na Diamentowej po nowe odmiany na działkę).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s