Dziennik pisany w październiku (odc. 2)

11.

Kąpiele słoneczne. Na Senatorskiej i Bankowym panowie i panie podążają za przyjemnym słońcem, spieszącym jak i ja w stronę zachodnią. Atmosfera jest fotograficzna, bo światło pomarańczowe na twarzach i oczy zamknięte, nic tylko pstryk. Nie będę ich budził, nie opowiem o temperaturze wyższej o dwa stopnie, o wypalonej pustyni, w którą zamieni się nizina, gdzie są, o Wenecji, podwodnym cudzie świata.

12.

Wąż wodny. Jak się okazało wizyta w myjni była ostatnią wizytą naszego samochodu (tego jeszcze nie wiedzieliśmy, że to ostatnie namaszczenie, ostatnie wodą z pianą polanie, ostatnie płukanie). W każdym razie pojechałem z Dzieckiem, które ni stąd ni zowąd przestraszyło się wody i piany. I musiałem opanowywać węża wodnego i ewakuować Dziecko do środka, i myć chybcikiem, po raz ostatni.

13.

Moje przygody z kurierami, grande finale. Znaleziony na miejscu zdarzenia kasztan oddałem Dziecku, które radośnie spacerowało wzdłuż ulicy, właśnie upiekła mu się wizyta u dentysty. Samochód ciekł nieopodal w tle mając złote i czerwone liście. Kurier nerwowo chodził dookoła swojej furgonetki. Gdyby gwałtownie nie zahamował dziesięć minut wcześniej, prawdopodobnie nie znalazłbym kasztana, a nasz samochód nie dogorywałby w jesiennym pejzażu. (Mimo wszystko na chaczapuri udało się zdążyć).

14-16. Dziennik podróży do Bilbao

16.

Portmonetka z Monachium. Prezenty są rodzajem komunikacji (przypominam sobie po latach, co wymyślili Mauss i Malinowski). Darujący musi się przygotować, równie trudno jest obdarowanemu. Oboje są w kłopocie. Zazdroszczę Japończykom (czytałem o nich w dużej kolorowej książce jak byłem dzieckiem), którzy nie rozpakowują prezentów, czekając aby zamienić się rolami.

17.

Bułeczki. Historię napotykam w osiedlowym kerfurze, jak kupuje bułki i niemiętowe chusteczki. Najpierw toczą się wielkie rzeczy, upadają imperia, a potem stoimy w jednej kolejce do kasy.

18-22. Dziennik podróży do Włoch Północnych

23.

Niż. Na gałęzi nie ma liści. Wrona z niej wskazuje drogę. Wyniki komisji wyborczych wczoraj były lepsze. Dziś wieje i pada. Poranek ciemny. Wrócić by na Południe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s