Bruksela Noir, Claroscuro 2017



(Witraż w kościele Notre Dame de Sablon, 2013)

Zanim naczytałem się książek o teorii spacerowania po miastach i zanim stworzyłem – a jakże – swoją własną teorię (osobista geografia itp.), wszystko to wypróbowałem nieświadomie, pewnej jesieni, dwanaście lat temu, w mieście na literkę B.

Nie ma na to zbyt wielu dowodów fotograficznych ani nawet zapisów na blogu. Jest za to pamięć. Ot, krążenie po mieście, bez żadnego planu, skręcanie w boczne ulice, które się podobają, zastanawianie się nad parkami i liniami tramwajowymi, przyglądanie się witrażom nad drzwiami, przeszukiwanie podwórek i zaglądanie do restauracji (do tej węgierskiej w końcu poszliśmy z K., po kilku latach okazało się, że już nie ma kociołków na gulasz na Ixelles). To były czasy, w których łatwo było się skupić. Telefon nie odrywał od miejsca, było się tu i teraz. Zapachy, kształty i odgłosy – wszystko intensywne, nawet lęk. Wtedy nie wiedziałem, że zwiąże mnie to z obcym miastem (kiedy wszyscy narzekają na delegacje do Brukseli, ja za każdym razem wyglądam ich z tęsknotą. Milsza mi Bruksela niż Bilbao).

Ta sztuczka nie zadziałała nigdzie indziej. Lublin za długo był zwyczajny, a potem stał się miastem idealnym, do którego się wpada, wdycha i wypada. Warszawa od razu była szybsza, a  potem stała się miastem codziennych rytuałów, których geografia zmienia się co jakiś czas w zależności od tego, czy jest nowa piekarnia albo gdzie się pracuje. Berlin: za każdym pobytem starałem się odtwarzać brukselskie sposoby poznawania miasta, ale wsiadało się w metro lub autobus i kawał miasta pozostawał zupełnie nieznany. Bruksela jest więc inna. Moja własna i prywatna.

Dlatego taką radością jest ten zbiór opowiadań. Czytam go w domu i bardzo nie chcę, żeby się skończył. Każda z krótkich historii, przy czym noir nie oznacza zawsze – chociaż często – trupa po zmroku, jest umieszczona na planie miasta: Matongé, Sablon, Marolles, Barrière. O każdym z tych miejsc mogę opowiedzieć coś własnego: wieczorna msza, królowa Fabiola, cudze życie za euro, chrzęst wieczornego tramwaju. Związek z miastem – jak się okazuje – uniemożliwia mi obiektywną ocenę.

(Pisać o książce i napisać wyłącznie o sobie).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s