Dziennik pisany w październiku (odc. 1)

1.

Nagle Dziecko przestało płakać. Jakby wiedziało, że miesiąc i basta. Pierwszy raz radośnie idę do tramwaju. Takie rano: wróble narkotyzują się cukrem.

2.

Pan był w Iraku. Pokazuje urzędnikom urwane stopy i dłonie (zestaw zdjęć plus filmy). Walczyliśmy ze zwierzętami – mówi. Dopiero po chwili dociera do mnie, że zwierzęta mają dwie nogi i siedzenie tudzież ręcznik na głowie. Teraz pan każe strzelać.

3.

Żywopłot płoży się po ziemi. Urwie mi głowę, jeśli wyjdę z wieżowca, boję się bardzo. Bez głowy ciężko, bez ciała ciężko: Dż. nie spotkam, R. nie spotkam, wina się nie napiję.

4.

Kiedy spytasz Dziecka ile ma kasztanów, odpowie, że dwanaście kilo. Dwanaście jest wszystkiego: dni, wróbli, drzew i pań w przedszkolu. Z tymi kasztanami to być może prawda, codziennie rano i popołudniu zbieramy nowe. Mapa, która nas obecnie najbardziej interesuje, jest mapą kasztanowców.

5.

Dlaczego słuchamy niemieckich piosenek? – dopytuje A. Historia o operatorze górniczej koparki, a po pracy bardzie, Gerhardzie Gundermannie, przytrafia mi się na którejś ze stron. Bał się, że przestając pracować w kopalni, przestanie być autentyczny. Nic, że Stasi i Partia też wpływa – nawet bardziej – na autentyczność bardów. Do Gundermanna, jak do wszystkich przekabaconych przez System, mam jednak słabość.

6.

Sobota z Dzieckiem. Sezon na maliny się skończył, na kasztany jeszcze nie, o czym świadczyło pełne drzewo w Łazienkach (czyżby dzieci nie zauważyły, rosło nieco na uboczu). Kupiliśmy dwanaście pomidorów: dziesięć czerwonych i dwa żółte. Chaczapuri dowieźliśmy A. do pracy (skąd Dziecko nie chciało już wyjść).


(fot. M.)

7.

Drzewoterapia. Po wielu dniach mniej lub bardziej nieudanych, stanęliśmy pod drzewem, z którego spływało szczęście w kolorze złotym. Na drzewo wdrapała się M. Wszystko przez moment osiągnęło chybotliwą harmonię, pozbawiając autora bloga zdolności opisu.

8.

Ptaki mądre i ptaki głupie. Wrony są mądre, mają orzechy i rzucają nimi pod stopy i koła. Stopy i koła rozgniatają orzechy. Wrony nadlatują i chwytają ich wnętrza. Gołębie są głupie, potakują główkami. Tak, tak – kiedy na nie krzyczę. Tak, tak – kiedy Dziecko biegnie. Odlatują, nie dostaną śniadania.

9.

Zwierzęta domowe. Postanowiliśmy wyhodować motyla (o Vladimirze!). Motyl na razie jest gąsienicą i żyje na spleśniałym słoneczniku. Motyl wygląda jak ziarnko i urósł przez tydzień. Dziecko chce motyla i sprawdza jak rośnie, machając skrzydłami. A co jeśli będzie ćma?

10.

Budyń, kukurydza i pan Chińczyk. W drewnianej budce na targu pan Chińczyk z żoną Chinką ma maszynę do szycia. Zaglądamy z Dzieckiem, szukając kukurydzy, której nie ma na pięciu stoiskach. U pana Chińczyka też nie, bo w końcu jest krawcem. Chcesz być krawczykiem? – dopytuje Dziecka. Dziecko nie odpowiada, lepi się w budyniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s