Giovanni Verga, Rodzina Malavogliów, Czytelnik 1955

(Jerzy Jaworowski, ilustracja z okładki „Rodziny Malavogliów”, 1955)

O Acitrezzy pisałem już bez mała miesiąc temu, o tym jak płynęliśmy wąskimi uliczkami miasteczek, gdzie wszyscy zatrzymywali się i rozmawiali ze sobą albo wychodzili po bułkę albo stawali po prostu, żeby odpocząć (SS 114), aż znaleźliśmy się w rybackim miasteczku z łodziami, kościołem, skałami, które ciskał Polifem i pasażem turystycznych restauracji (i jedliśmy z Dzieckiem oczywiście makaron normę, a obok siedziała rodzina na jakiejś uroczystości i w milczeniu zabierała się za kolejne dania, co jakiś czas interesując się naszym Dzieckiem).

Dopiero po powrocie z Wyspy trafiłem na Giovanniego Vergę opisującego Acitrezzę z połowy dziewiętnastego wieku, małą biedną, rybacką wioskę. Ta lektura przede wszystkim oczyszcza z poczucia, że kiedyś to naprawdę było pięknie. Wyspa Vergi jest pełna nędzy, w niektórych miejscowościach szaleje malaria, a Favignana jest miejscem zesłania. Religijność – jak w dzisiejszej Polsce – stanowi rodzaj maski, pod którą skrywa się zabobon i ludzkie przywary: chciwość, zazdrość, zawiść. I wcale to nie jest Wyspa szczęśliwa. Nie dziwię się teraz, że von Gloeden tak łatwo znajdował modeli i modelki do swoich łapczywych zdjęć. Podobnie jak nie budzi zdziwienia fakt, że mieszkańcy Wyspy masowo migrowali, nie tylko za ocean, ale również – co wydaje się absurdalne – przez Morze do Afryki Północnej, pokonując je w przeciwnym kierunku niż dzisiejsze łodzie.

Ten włoski realizm nie jest przyjemny w lekturze, choć myślę, że przede wszystkim winę ponosi przedwcześnie zestarzałe się tłumaczenie. Zwłaszcza nie mogę pojąć przyczyny dla której tłumaczka zdecydowała się na przekład nazwisk i przydomków mieszkańców (dajmy na to kuma Strąkojadka). Niemniej naprawdę długo zatrzymuję się w jednym miejscu, nad jednym przypisem, na stronie 16. Przyglądam się i po raz kolejny czytam: pizze – rodzaj ciastek, wypiekanych zwłaszcza w Neapolu.

(Dopisane:

ViscTerra_400x400

(Luchino Visconti, Ziemia drży, 1948, na motywach powieści G. Vergi, źródło:http://www.actingoutpolitics.com)

Wstyd mi, że jedyne, co potrafię zapisać z tej powieści, to wspomnienia podróżne i zdziwienie nad pizzą. Tylko tyle z opowieści o nieszczęściu i o beznadziejności losu. Tylko o sobie.

Ten kadr za to mówi więcej niż cały mój blog).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s