Dan Baum, Dziewięć twarzy Nowego Orleanu, Czarne 2017

(Smiley N. Pool, Dachy zalanych dzielnic Nowego Orleanu, 30.08.2005, (c), źródło: http://www.newsweek.com/eight-photojournalists-recall-aftermath-hurricane-katrina-371044)

Kalendarze są narzędziem do zarządzania przyszłością, a w Nowym Orleanie przyszłość nie istnieje (s. 12).

Jak rzadko mam do książki Bauma stosunek ambiwalentny. Tak, jest doskonała warsztatowo: autora w niej nie ma; w jasny sposób przedstawia na wstępie technikę pisania – to jak fakty łączą się z ich rekonstrukcją; poza tym, to kawał pracy: z setek wywiadów wyłania się dziewięć portretów. Naprawdę to dziewięć twarzy: od bogactwa do skrajnej biedy, od dzielnic białych po dzielnice, gdzie biali wolą się nie zapuszczać. To, co łączy bohaterów to ich stosunek do miasta, dodajmy miasta, które w sierpniu dwa tysiące piątego przestało istnieć. Huragan Katrina stanowi cezurę: podobną do tych cezur jakie miastom wystawiają trzęsienia ziemi, pierwsze z brzegu przykłady – Noto, Mesyna. Huragan nie tylko zalewa Nowy Orlean, ale dobitnie udowadnia, że go nigdy nie było – były co najmniej dwa różne miasta, i do żadnego z nich nie chciałbym pojechać. Woda oczyszcza (paradoks: ta woda to obrzydliwy śmierdzący szlam) z iluzji.

Ilekroć planowałem wyjazd do Stanów, zawsze były w nim dwa pewne miejsca, coś, co chciałem zobaczyć i się przekonać, że są: Nowy Jork i Nowy Orlean. Po książce Bauma skreślam N.O. z listy must-see.

Ale nie to jest przyczyną ambiwalencji, jeśli chodzi o książkę. „Dziewięć twarzy” czyta się wyjątkowo ciężko. Jej struktura, przemieszanie wątków, dokładność szczegółów – wszystko to powoduje, że nie zabieram jej w podróż, w metrze przelatuję po kilka stron i dopiero w ten – niezbyt szczególny (może poza sobotnim porankiem) – weekend, upieram się i doczytuję do ostatniej strony. Wiem, że warto było, ale wiem też, że za dużo kosztowało mnie to czasu i wysiłku jak na zwyczajny reportaż.

Ale skoro nie pojadę do N.O. z powodu książki, być może te koszty to nic w porównaniu z finansowymi oszczędnościami. Jedyne, co mnie jeszcze kusi to przemykające tu i ówdzie po stronach, nowoorleańskie potrawy z owocami morza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s