Egzamin

egzamin_400x400

Idź na ten film, namawiała mnie A., więc poszedłem. Błąd, to znaczy film bardzo dobry, trochę Kafka, trochę Ibsen, ale nie dzisiaj, gdy na głowę spadają tobie dodatkowo – prócz własnych telefonów – nieodebrane połączenia doktora Romeo Aldei.

W czasach, w których władza marzy o filmach o Polsce, dla Polski i za Polskę, powtarzam: najlepsze filmy rumuńskie są w gruncie rzeczy „antyrumuńskie”, podobnie jak irańskie – „antyirańskie”, itd. „Egzamin” jest tak „antyrumuński”, że wychodząc z kina, zastanawiałem się, czy ta Rumunia nie jest nazbyt przerysowana. (To, po Hercie Mueller, druga rumuńska pozycja w moim tegorocznym repertuarze i mój lubelski spleen jawi się przy nich obu jako leciutka melancholijka).

W największym skrócie „Egzamin” opowiada o tym, że bycie uczciwym w małym(?) rumuńskim miasteczku jest niemożliwością. Że uczciwi na zawsze pracują jako szkolne bibliotekarki i mieszkają w obrzydliwych blokowiskach, na których nawet nie zagościła pasteloza. Że jedyną szansą, aby nie zmarnować życia jest ucieczka, ucieczka od cierpienia, za granicę, do wymarzonej (w filmie wymarzonej przez rodziców dla córki jedynaczki) Europy.

Słowa klucze: woda źródlana z lidla, dzwonek komórki, bezdomne psy

4,0/3,5

(źródło: filmweb.pl)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s