Patti Smith, Pociąg linii M, Czarne 2016

„Poniedziałkowe dzieci” to było olśnienie, porównywalne z tegorocznym Knausgardem, literatura niewytłumaczalnie piękna, za to „Pociąg linii M” jest o codzienności, o chodzeniu do ulubionej kawiarni, fotografowaniu nagrobków pisarzy i oglądaniu telewizji w hotelowych łóżkach: tematy bliskie autorowi bloga. Zacząłem zastanawiać się, wybaczcie, ale Patti Smith opisywała właśnie swoje sześćdziesiąte szóste urodziny, jak bardzo jest ona różna od Marii Dąbrowskiej, jeśli chodzi o przyjmowanie życia jakim jest.

Pragniemy tego, czego nie możemy mieć. Staramy się odzyskać jakiś moment, odgłos, doznanie zmysłowe. Chcę usłyszeć swoją matkę. Chcę zobaczyć swoje dzieci jako dzieci. Drobne dłonie, szybkie nogi. Wszystko się zmienia. Chłopak dorósł, ojciec nie żyje, córka jest wyższa ode mnie, płacze, bo miała zły sen. „Proszę, zostańcie na zawsze”, mówię wszystkiemu co znam. Nie odchodźcie, nie rośnijcie (s. 193).

Czytałem akurat wtedy, gdy Patti Smith śpiewała piosenkę Dylana na rozdaniu nobli i zapomniała tekstu. Głupawe portale rozpisywały się o kompromitacji, a ja pomyślałem sobie o niej ciepło i przesłałem do Sztokholmu telepatyczne uściski. W końcu po dwóch książkach stała się moją dobrą przyjaciółką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s