Dziennik. Aleppo

 

Będziemy mogli opowiadać, że staliśmy wtedy na prawym brzegu Wisły, która była Morzem, patrząc na miasto, które się wykrwawia.

Chodziliśmy wówczas z flagami i transparentami, rozprawiając o Bogu, honorze i ojczyźnie, o tym jacy byliśmy wielcy i jak wielcy jesteśmy. Cóż nas mogły obchodzić rzeź i gwałty za rzeką, skoro to nie były nasze kobiety i dzieci ani nasze różańce w naszych rękach?

Podziwialiśmy łunę i jak dogorywa miasto. Kiedy widok nas nudził, przeskakiwaliśmy na inny kanał, ten, który nam powtarzał o wielkich wartościach. Lubiliśmy słuchać o wielkich wartościach, odczuwając dumę, że one są nasze.

Cóż mogliśmy zrobić? Były inne sprawy. Tylko teraz, czasem, w bezsenne noce, mówią do nas widma, twarze z jutjuba, które widzą czyhającą śmierć. Bardzo chcemy wyłączyć ten obraz, ale, ach szkoda, do sumienia nie mamy pilota.

(13.12.2016)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s