O tym, do czego może posłużyć Franciszek i jak można go pominąć

 

(Notatki, które mogą stanowić asumpt do napisania czegoś mądrzejszego)

Franciszek a legitymizowanie władzy

Papieską wizytę na różne sposoby chciano wykorzystać do umocnienia własnej pozycji politycznej. Nie jest to zjawisko nowe, a watykańskiej dyplomacji zdarzały się w tym względzie duże potknięcia. Jan Paweł II i Augusto Pinochet na balkonie pałacu La Moneda są tutaj najlepszym przykładem. Franciszek jest ostrożny. Nawet jeśli mówi o władzy (o tym poniżej), to w sposób zawoalowany.

Niemniej pojawiło się kilka metod wykorzystania wizyty przez polityków:

1. Uczestnictwo – przedstawiciele władzy za wszelką cenę pokazywali się w towarzystwie papieża. Pierwsze rzędy w czasie mszy, oczekiwanie pod papieskim oknem (premier), udział w zabawach młodzieży (prezydent). Ciekawe, że papież ignorował tę obecność w sytuacji, gdy nie miała charakteru oficjalnego. Na mszy na szczycie tłum polityków rozczarował się cichą krytyką zawartą w kazaniu. Najbardziej jaskrawym przykładem, świetnie opisanym przez Agnieszkę Magdziak-Miszewską, stało się ściągnięcie na teren obozu Birkenau tysiąca pięciuset osób, w tym licznych polityków z rodzinami (w ramach przygotowań liczba vipów gwałtownie rosła aż tamę jej postawił BOR): dojmujące niezrozumienie tego, czym była ta wizyta.

2. Spotkanie – niewątpliwie majstersztykiem działań politycznych była audiencja dla ministra Macierewicza. Przypuszczam, że dużą rolę odegrał tu kardynał Dziwisz, który dopuścił do takiego naruszenia miru domowego głowy Kościoła. Minister M. wyprzedził więc o kilka prędkości innych graczy politycznych. Ślad wizyty nie zachował się w oficjalnych komunikatach Watykanu, za to rzecznik ministra całą sprawę rozdmuchał i wcale się nie zdziwię, gdy 10 sierpnia dowiem się, że to papież zaprosił ministra zaniepokojony zamachem.

3. Zasłanianie – duże wydarzenia dobrze służą za zasłonę dymną dla wstydliwych działań. Wykorzystał to prezydent, który zanim pojawił się jako niezauważony uczestnik Światowych Dni Młodzieży, zdołał podpisać ustawę o trybunale konstytucyjnym (co zresztą przewidział R. parę dni wcześniej).

4. Zameldowanie się – maluczkim pozostaje jedynie forma najśmieszniejsza. Oto rzecznik rządu robi zdjęcie z ołtarzem w tle, oznajmiając, że się udało. Tak jakby to rząd albo może nawet on sam zadecydował o wiwatach na cześć Franciszka. Nieważne, żeby słuchać papieża, ważne, żeby pokazać się chociaż w okolicy.

 

Strategie dezawuowania Franciszka

Zarówno politycy, jak i „katoliccy” publicyści starali się wizytę papieską relacjonować po swojemu. Premier udała się do pewnego radia i wyjaśniła w wywiadzie, o co tak naprawdę chodziło Franciszkowi. Paru innych zabłysło bon-motem albo wnikliwą analizą kim jest papież i co właściwie mówi. Rysuje się przy tym kilka sposobów mówienia o wizycie Franciszka, tak żeby umniejszyć znaczenie jego słów lub osoby.

1. Kim jest lub kim nie jest?

A. Nie jest nieomylny – argument powracający jak bumerang w katolickiej prasie. Można go nie słuchać, bo się myli. Problem w tym, że z nieomylnością na pewno mieliśmy do czynienia w 1950 r., gdy Pius XII ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Maryi. Wszystko inne, co mówił Jan Paweł II (uznanie świętym po śmierci nie oznacza nieomylności za życia) czy Benedykt XVI ma status taki sam jak słowa Franciszka.

B. Nie jest filozofem lub teologiem – ulubiona krytyka ze strony ludzi Kościoła, dodatkowo pozwalająca na dokonanie przeciwstawienia Wojtyła – Bergoglio. Jest zatem ignorantem w stosunku do pierwszego lepszego profesora z KULu (w tym miejscu należy zapomnieć, kto, zgodnie z doktryną katolicką, kieruje konklawe).

C. Jest Latynosem – wiecie kim są Latynosi? Są oderwani od realiów, dalecy od europejskich problemów, skażeni komunizmem i Che Guevarą (wersja miękka), tudzież są leniwi, gadają bez sensu i jedzą za dużo, klepiąc się po swoich brzuszyskach (wersja twarda à la Jan Rokita). Czy możesz uwierzyć więc jakiemuś Latynosowi?

2. Co mówi?

A. Banalne – istnieją dwie wersje tej strategii. W wersji prawicowej Franciszek prawi komunały rodem z gazety (w końcu nie jest teologiem, więc niewiele ma do powiedzenia). W wersji lewicowej (rzadszej, bo lewica jakoś tego papieża toleruje, vide: casus Sierakowski) mówi banały jak każdy klecha, bo co może innego mówić.

B. Nieprzystające do sytuacji – premier w radiu zdołała opisać wypowiedzi Franciszka na temat uchodźców mniej więcej w ten sposób. Papież się źle orientuje, poza tym nie rozumie balastu historii, bo u nich – w Ameryce Łacińskiej – wszystko było inaczej. Nawet jeśli jest to krytyka rządu to na pewno wynika z niedoinformowania, bo zwykle Polskę chwali.

C. Populistyczne – czyli mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, zamiast twardo bronić tego, czego każdy papież powinien bronić. Istnieje w Polsce niepisana reguła, że papież powinien zająć się antykoncepcją, aborcją oraz in vitro, a nie marnować cenny czas na bzdury o uchodźcach, małości i marzeniach. (Gdy populistyczne władze krytykują populizm papieża, to naprawdę jest zabawne).

D. Niejasne – papież wymaga czytania między słowami. Mówi o władzy, ale nie precyzuje jakiej, wspomina o małości, ale nie dopowiada czyjej. Słuchacz wpada w konfuzję: popiera dobrą zmianę, czy nie popiera? Franciszek nie jest papieżem do zaszufladkowania, a my tak bardzo lubujemy się w prostych ocenach i czarno-białej sytuacji.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s