Dziennik. Można się wściec

balthus18_400x400

(Balthus, Pasaż handlowy Saint André, 1952-1954, kolekcja prywatna, źródło: www.cieljyoti.wordpress.com; bohater niniejszego wpisu był czarny, nie biały).

Pamiętajcie: dobro zawsze zwycięża. Było tak, wyszedłem z pracy na powstańczą ulicę. Wiecie, piosenki, chłopcy w krótkich spodenkach i sanitariuszki. Dziewczynka grała na skrzypcach, nachyliłem się, żeby wrzucić jej wymięty banknot, bo dzień był taki piękny i aż wołał o więcej radości. Kiedy rozentuzjazmowany nachyliłem się, torba spadła mi z ramienia, bach, nadbiegł przestraszony mały czarny kundelek i dziab w nogawkę. A potem pobiegł dalej.

Drasnął jedynie, ale autor bloga, znany hipochondryk doszukał się już konsekwencji i wsiadłszy w autobus postanowił jechać na ostry dyżur, co nie było łatwe, bo po drodze powstanie i tłum, i wyją, i facet z biało-czerwoną opaską i napisem NSZ, wykończonym błyskawicami tak, że S i Z wyglądały jak oznaczenie zupełnie innej formacji zbrojnej. Ale nie o tym. Dojechałem do Bielańskiego, gdzie w upalnej sali z napisem segregacja kłębił się obolały tłum. Omdlewające ciężarne, zakrwawione dzieci, połamane nogi a za szkłem panie bez litości oczekujące kodów, peseli i potwierdzeń. Co jakiś czas strażnik przy drzwiach wywoływał numer. Pięćset dwadzieścia dziewięć! Ktoś z tłumu odpowiedział: Bingo! Nie zdążyłem nawet, po dwóch godzinach czytania książki, powiedzieć o swoim peselu i kodzie, bo gdy zacząłem: ugryzł mnie…, pani za szkłem rzuciła: no to szpital zakaźny.

Poczekałem na sto trzy. Powstanie nieco już minęło, raczej tłumek na imprezy w letnich sukienkach, żadnych mundurów i harcerskich spódniczek. Szpital zakaźny był opustoszały. Strażnik oglądał telewizję. Wreszcie mogłem powiedzieć kod i pesel, ale pani w rejestracji wyjęła lupę i przepisała to wszystko z mojego dowodu.

Prawdopodobieństwo bardzo małe, powiedziała lekarka, która właśnie przyszła na dyżur. Co się z ludźmi robi na starość, rzuca się na głowę, westchnęła, nie wiedzieć czemu, pielęgniarka wbijając mi zastrzyk przeciwtężcowy i poszła zapalić.

A. czekała z naleśnikami. Dziecko wdrapało się na mnie i usnęło. Psa nie było (01.08.2016).

Ranek był słoneczny, ja znów w sto trzy. W pewnym momencie, na pierwszym piętrze przestajesz być jakimś tam numerem, pacjentem, stajesz się zagrożeniem publicznym. O tym będzie dzisiaj (w autobusie jeszcze tego nie wiedziałem).

Rejestracja. Kiedyś nie wszedłbym nawet do przychodni, która ma w nazwie choroby zakaźne. teraz stoję. W każdej przychodni jest inny system, tym, co je łączy są osoby za szkłem, które stukają na komputerze jednym palcem. Kolejka pod gabinetem. Tyle zarazków. Widzę je nawet jak zmrużę oczy, zawsze je widziałem, do apteki wchodziłem jako dziecko całym ciężarem ciała napychając się na drzwi, byle nie dotknąć klamki. Pani doktor wychodzi na chwileczkę. Chwileczka przeciąga się do piętnastu minut, zaczynam się niepokoić czy nie zemdlała.

Nowy pacjent? – westchnęła. Pies? Bezpański? Znowu mogę opowiedzieć swoją historię, resztę doczytuje z wczorajszej karty, którą, oczywiście jednym palcem, przepisuje dzisiaj. Pierwsze piętro, to tam.

Trwa przerwa śniadaniowa. Jakaś staruszka na pobranie krwi usiłuje zrozumieć skąd ta przerwa. Przerwa przecież po prostu jest. Dziesiąta trzydzieści. Proszę. Od tego momentu staję się zagrożeniem publicznym. Czy można zmienić daty? Nie można, życie panu ratujemy. Jak pan nie przyjdzie, to będzie ścigał pana sanepid i doprowadzi, i od początku szczepienia. Chce pan tego? To teraz trochę atmosferę rozluźnię, tężec nie bolał, mówię. Jeszcze będzie bolał, drugiego i trzeciego dnia najgorzej, mówi pielęgniarka i wbija w prawą wściekliznę.

Mam karteczkę z datami. Będziemy się widywać, jak mniemam (02.08.2016).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s