Dziennik. Stąd

Czuję, że jestem stamtąd, cokolwiek to oznacza, nie stąd
(autor bloga dzień wcześniej) 

W kiosku w M. nie ma „Gazety Wyborczej”. Może i lepiej, bo ktoś by mnie jeszcze zobaczył. Towarzystwo jest raczej spiskowe, starszy pan w zaufaniu mówi mi, że konferansjer nie jest nasz. Od tej pory boję się konferansjera. Nie to, co chłopcy z ćwierćswastykami, co przyszli oddać hołd i trzymają sztandar AK. Reprezentacja komitetu dzielnicowego partii, pańcie w wieku średnim, ustawiają dwa znicze w kształcie Polski. Pan poseł przemawia obficie: zagraża nam Hitler, Stalin i Unia Europejska. Mdleje poczet sztandarowy miejscowej podstawówki.

(Boże, szybko, gdzie ja zostawiłem samochód? Ile jeszcze tej Polski mnie w ten ranek czeka? 21.05.2016)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s