O rzeczach pięknie pisał Brodski. Autor bloga też pisał o rzeczach, bo do rzeczy stosunek ma uczuciowy, ale z drugiej strony czasem rzeczy się boi. Kiedy dom zamienia się w składowisko rzeczy, to jest wspomnień, to przestaje być domem. Lepsza rzecz: rzeczy zamienić w literaturę jak Łoziński. Czy ja tu piszę od rzeczy?
Ale przyznam, że w „Książce” się pogubiłem, tak jak się często gubię w kryminałach. Pomyliły mi się babcie i dziadkowie, kto jest z którego małżeństwa i czyje to jest małżeństwo. Rzeczy przerosły ludzi, okazały się mądrzejsze, trwalsze, wcale nie od śmierci, ale od miłości, związków, rodziny.
Pewnie dlatego, że nigdy nie żyłem w tak skomplikowanej familii, nie potrafiłem się zachwycić. Potrzebowałbym do lektury jakiegoś genealoga, względnie etnografa biegłego w patry- i matrylineażach.
Przyglądam się teraz rzeczom, papierom, akurat się wyprowadzam. Czy coś z tego warte napomknięcia na blogu?