Makbet

 

 

Szekspirowska opowieść o królu Makbecie, podobnie jak „Dżuma”, nie ma szczęśliwego zakończenia, pozostawiając przypuszczenie, że zło się odrodzi, powróci, znów zażąda krwi, bo zło tkwi w ludzkiej naturze (jest tym, co teologowie nazwali grzechem pierworodnym, tym o czym mówi Salgado): potrzebny jest tylko odpowiedni katalizator, aby je poruszyć. Wróżba jest tutaj tylko symbolem szkody, którą może wyrządzić język.

Król Makbet jest wyjątkiem. Zwykle historię piszą tyrani, których kolejne pokolenia będą czcić jako bohaterów. Jeszcze miesiąca nie ma przecież wiadomość o odnalezieniu miejsca rzezi stu pięćdziesięciu tysięcy osób, którą w widłach Mozy i Waalu urządził Juliusz Cezar.

„Makbet” – opowieść o walce i namiętności – okazuje się być filmem onirycznym, kamera przesuwa się powoli, bohaterowie zastygają nieruchomo. Te obrazy, przypominam sobie, znam z relacji o Zagładzie. Dzieci uciekające przez las, widmowe postaci ofiar na łąkach, prześladują nas przez całą historię, ale stają się najbardziej wyraźne w erze fotografii (pisze o tym Nadine Fresco). 

Miała być recenzja, a nie rozważania o ludzkiej naturze, więc dopiszę, że Fassbender w tym filmie po raz kolejny gra kunsztownie.

(4,0/3,5)

 

(źródło: johngrahamblog.files.wordpress.com)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s