2. Niewidzialne

 

(Francesca Woodman, Space 2, Providence, Rhode Island, 1975 -1976, (c) George and Betty Woodman, źródło: tumblr.com)

 

Tak wiele do zrobienia pracy, czytania, myślenia, życia. Życie nie trwa długo. I od młodości do starości to też niedługo. Nieśmiertelność czy trwałość, to nieważne. Pewnie, że chciałabym, żeby były, ale one nie istnieją i kiedy będę gniła pod ziemią, nie będą mnie obchodziły. Wszystko, co chciałabym powiedzieć to: zrobiłam, co dało się zrobić. Walczyłam póki się dało w dobrej walce (s. 149).

Jak wspominałem wcześniej, Sylvia każe pisać dziennie co najmniej cztery strony, systematycznie, z uporem. Zapisywać cztery strony, czytać siedemdziesiąt, oglądać filmy, uczyć się nowych rzeczy, odbywać odpowiednią liczbę randek (w końcu Sylvia ma dwadzieścia lat), żeby nie stracić życia, które nieubłaganie skazane jest na stratę. Właściwie moja próba z dziennikiem (codziennie coś zapiszę) miała podobny zamysł: aby nie stracić. Sylvia mityguje do działania. 

Istnieją bowiem dwa sprzeczne pragnienia. Pierwsze, żeby na zawsze pozostać bytem wyjątkowym, wyodrębnionym, płynącym pod prąd, żeby trafić do encyklopedii i nie podzielić losu setek niewidzialnych ludzi. Tylko dlatego, że sam uświadamiasz sobie swoją wyjątkowość i nie obchodzi cię los tych, którzy swojej sobie nie uświadomili.

To wcale nie jest łatwe, te miliony rzeczy, droga do pracy, kawa, zmiany pór roku. Popaść w rutynę – to może przytrafić się każdemu. Zacząć nie odróżniać od siebie dni, miesięcy, lat. Właśnie pisanie – i może o to też chodzi Sylvii – ćwiczy uwagę, pozwalając ci koncentrować się na „teraz”, na momencie, chwili. Z tego składa się życie. Sylvia boi się, że stanie się kimś zwyczajnym, gospodynią domową, dodatkiem do przyjęć. Autor bloga, starszy o piętnaście lat, obawia się, że już stał się zwyczajny (bo administracja to prawie jak prostytucja, bądźmy szczerzy). Ratuje mnie teraz Sylvia, pouczając o wytrwałości.

Jest też inne pragnienie. Aby wtopić się w tłum, pozostać niewidzialnym, stać się jednym z otoczeniem, ze ścianą. Nie musieć ponosić za życie żadnej odpowiedzialności. Tylko wtedy, co komu z takiego życia?

(Sylvia Plath, Dzienniki 1950-1962, Faber and Faber 2000)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s